Są tajemnice, które łączą, są jednak i takie, które w wypadku klęski na zawsze – dzielą.
Gustaw Herling-Grudziński — Inny świat
Drogi Wilhelmie,
- I co? - zapytała zaciekawiona Gryfonka.
- No, krótki. Wynika z niego, że mam siostrę. Ten talizman ma mi pomóc w znalezieniu jej - odparł wskazując srebrny wisior.
- Jest piękny - westchnęła Vivian.
- Dzięki, że mnie wysłuchałaś i nie odtrącasz z powodu mego pochodzenia.
- Nie ma za co. Will jesteśmy przyjaciółmi, zawsze możesz na mnie liczyć - odrzekła i gdy wstał, odprowadziła aż do wyjścia w portrecie. Po krótkim pożegnaniu Will poszedł do siebie. Na szczęście nikt go nie złapał i po kilkunastu minutach był w Pokoju Wspólnym Slytherinu. Nikogo nie było w środku, więc niespiesznie usiadł w fotelu naprzeciw kominka i pogładził talizmany schowane w kieszeni szaty. Pogrążył się w myślach i w niecałe dziesięć minut później zasnął.
Rankiem został wybudzony przez szczypiącą go czarną sowę. "Skąd się tu wzięło to przeklęte sówsko?" - zastanowił się przez chwilę. Odebrał mały zwitek i ptak wyleciał przez otwarte okno.
- I kto do cholery otworzył okno? - mruknął do siebie. - Zimno mi.
- Ja - usłyszał odpowiedź z drugiego końca Pokoju.
- Eee... - zająkną się chłopak rozglądając wokoło siebie. Zaraz przy nim pojawiła się średniego wzrostu dziewczyna o zielonych oczach.
- Wpuściłam ją, bo od dłuższego stukała w okno, a ty nie ruszałeś się z miejsca - odrzekła uśmiechając się przymilnie.
- Dobra, zmykaj mi z oczu - syknął jadowicie. Dziewczyna odeszła z naburmuszoną miną. Wkrótce potem w Pokoju Wspólnym zaczęli pojawiać się inni domownicy. Will, w tym czasie odczytał liścik.
- Cześć Will, co to za liścik? - zapytał Blaise zerkając na pergamin zza ramienia chłopaka.
- A nic takiego Blaise, idziesz na śniadanie?
- Nom, głodny jestem. A nie widziałeś gdzieś Draco? Zniknął mi przed chwilą - zagadnął Zabini rozglądając się po pokoju.
- Nie widziałem go - odparł Zalo beznamiętnie.
- A co to była za dziewczyna? Ta, z którą przed chwilą rozmawiałeś?
- Nie znam jej i nie mam zamiaru poznawać - syknął będąc już w korytarzu.
W Wielkiej Sali jak zwykle panował harmider. Niektórzy czekali na swych przyjaciół, inni się jeszcze douczali a reszta po prostu jadła śniadanie. Kiedy Ślizgon zjawił się w środku, wzrokiem wyszukał przyjaciółki. Gdy ją wypatrzył wśród innych Gryfonów, skinął lekko głową a ona odwzajemniła nieme powitanie szczerym uśmiechem.
- Do kogo tak się uśmiechasz Vivian? - zapytała Hermiona.
- Tylko nie do Malfoya! - syknął Ron nabierając sobie na talerz jajecznicy.
- Mogę się uśmiechać do kogo zechcę, Ron. Lecz przyznam ci teraz rację. Do niego nie można się uśmiechać, bo on jeszcze opacznie by to zrozumiał - zaśmiała się i zajęła posiłkiem.
Po chwili wstał dyrektor i rzekł:
- Moi drodzy, proszę o chwilę uwagi nim udacie się na zajęcia. Otóż, zgodnie tym, co oznajmiłem wam na początku roku, począwszy od następnego miesiąca, rozpocznie się u nas Turniej Pięciu Wrót. Niedługo więc, przybędą do nas reprezentanci z innych szkół. Pragnę byście ich miło przyjęli - uśmiechnął się i usiadł na swoim miejscu.
Po spotkaniu ze Snapem Will poszedł na Błonia. Chciał wszystko przemyśleć i poukładać. Nie mógł się pogodzić z tym, że cały czas był okłamywany w imię czegoś. Postanowił porozmawiać z Vivian, gdyż ona zawsze mu pomagała i umiała doradzić. Najpierw jednak poszedł do siebie po list. Po kilkunastu minutach szedł już w stronę wieży Gryffindoru. Stanął przed portretem Grubej Damy i czekał. Nie znał hasła i przez to pluł sobie w brodę.
- Będę teraz czekał do usranego końca, nim się ktoś zjawi - mruknął do siebie. Nieco później zjawili się dwaj Gryfoni. Spojrzeli na stojącego Ślizgona nieprzyjaźnie i już mieli wchodzić przez dziurę za portretem gdy ten ich zaczepił.
- Hej, jak w środku zobaczycie Vivian, to przekażcie jej by tu przyszła - odrzekł patrząc na nich z wyższością.
- A co my jesteśmy, sowia poczta!! - warknął rudy. - Jak chcesz coś jej powiedzieć, to sam to zrób. - dodał
- Ty, Weasley, jesteś aż tak głupi, czy mi się tylko wydaje? - syknął Ślizgon. - Niby jak mam to zrobić jak nie znam hasła, co?
- Ron, daj spokój. Masz rację, Zalo. Jeśli jest, to jej powiemy, że czekasz - zgodził się Potter, ciągnąc czerwonego ze złości Rona.
- Okej - rzekł Will opierając się o ścianę nonszalancko. Sprawdził dla pewności, czy ma list i utkwił wzrok w przeciwnej ścianie. Nie musiał czekać długo, gdyż po chwili zjawiła się Vivian. Przywitała go uśmiechem.
- Hej, co to tak się szlajasz wieczorem po zamku, co? - zaczepiła przyjaciela lekko szturchając go w bok.
- Vi, mam sprawę. Tyle, że nie możemy tu rozmawiać - odparł.
- No to chodź - rzekła, ciągnąc go w stronę przejścia do Pokoju Wspólnego Gryfonów.
- A mogę? Wiesz, my z wami mamy na pieńku - szepnął
- Zwodniku, przestań się mądrzyć. Dobra? - udała urażoną, kierując się do swego dormitorium.
- Co tak mocno mnie trzymasz, połamiesz mi palce - syknął Will, wchodząc do środka. Pokój był dość duży, na środku stało duże łóżko z bordowym baldachimem. Przy nim mała szafeczka nocna. W głębi duża szafa i biurko z biblioteczką. Po lewej stronie łóżka były drzwi prowadzące do łazienki.
- Siadaj - wskazała fotel stojący przy kominku. Sama usiadła na drugim. - To z czym masz problem?
- Wczoraj była u mnie matka... - zaczął.
- Sorry, ale to chyba nie jest problem...
- Nie przerywaj mi, okej?! Była tylko po to, by przekazać mi wiadomość o tym, że nie jest moją rodzicielką!! - wrzasnął i zasłonił dłońmi twarz. Vivian usiadła na poręczy i objęła go ramieniem.
- Przepraszam - szepnęła. - I co dalej się stało? W takim razie, kim są twoi prawdziwi rodzice?
- To ja przepraszam, że wrzeszczę na ciebie. A tymi prawdziwymi są Mirabella i Tom Riddle.
- Eee, ten Riddle o którym myślę?
- Tak, Lord Voldemort jak ci pasuje - mruknął.
- To co planujesz w tym wypadku? - zapytała.
- Nie wiem. Mam prośbę, nikomu o tym nie mów. Dobrze?
- Będę milczeć jak grób - odparła z powagą, trzymając doń na piersi. Will uśmiechnął się i uściskał przyjaciółkę. "Dziękuję" wyszeptał jej we włosy.
- Mam też list od matki - dodał po chwili.
- Czytałeś?
- Jeszcze nie.
- Czemu?
- Jakoś nie miałem odwagi - westchnął i opuścił głowę. - Może ty to zrobisz? - zapytał z malutką nadzieją w głosie.
- Nie mogę, list jest do ciebie - odparła dziewczyna lekko skonsternowana prośbą chłopaka. Will nie próbował jej przekonywać, wiedział, że ona będzie nie ugiętą.
- Zrobimy tak, najpierw ja przeczytam potem ty, co ty na to? - zaproponował a Vivian jedynie kiwnęła głową na zgodę.
Drżącymi rękami otworzył kopertę i wyjął pergamin, zapisany małymi, pochyłymi literkami. Po chwili z koperty wypadła mniejsza i cięższa. Will podniósł ją i wysypał jej zawartość. Ujrzał dwa wisiory. Jeden był srebrny z niebieskawym oczkiem, drugi zaś miedziany z brązowawym kamieniem.
- Będę teraz czekał do usranego końca, nim się ktoś zjawi - mruknął do siebie. Nieco później zjawili się dwaj Gryfoni. Spojrzeli na stojącego Ślizgona nieprzyjaźnie i już mieli wchodzić przez dziurę za portretem gdy ten ich zaczepił.
- Hej, jak w środku zobaczycie Vivian, to przekażcie jej by tu przyszła - odrzekł patrząc na nich z wyższością.
- A co my jesteśmy, sowia poczta!! - warknął rudy. - Jak chcesz coś jej powiedzieć, to sam to zrób. - dodał
- Ty, Weasley, jesteś aż tak głupi, czy mi się tylko wydaje? - syknął Ślizgon. - Niby jak mam to zrobić jak nie znam hasła, co?
- Ron, daj spokój. Masz rację, Zalo. Jeśli jest, to jej powiemy, że czekasz - zgodził się Potter, ciągnąc czerwonego ze złości Rona.
- Okej - rzekł Will opierając się o ścianę nonszalancko. Sprawdził dla pewności, czy ma list i utkwił wzrok w przeciwnej ścianie. Nie musiał czekać długo, gdyż po chwili zjawiła się Vivian. Przywitała go uśmiechem.
- Hej, co to tak się szlajasz wieczorem po zamku, co? - zaczepiła przyjaciela lekko szturchając go w bok.
- Vi, mam sprawę. Tyle, że nie możemy tu rozmawiać - odparł.
- No to chodź - rzekła, ciągnąc go w stronę przejścia do Pokoju Wspólnego Gryfonów.
- A mogę? Wiesz, my z wami mamy na pieńku - szepnął
- Zwodniku, przestań się mądrzyć. Dobra? - udała urażoną, kierując się do swego dormitorium.
- Co tak mocno mnie trzymasz, połamiesz mi palce - syknął Will, wchodząc do środka. Pokój był dość duży, na środku stało duże łóżko z bordowym baldachimem. Przy nim mała szafeczka nocna. W głębi duża szafa i biurko z biblioteczką. Po lewej stronie łóżka były drzwi prowadzące do łazienki.
- Siadaj - wskazała fotel stojący przy kominku. Sama usiadła na drugim. - To z czym masz problem?
- Wczoraj była u mnie matka... - zaczął.
- Sorry, ale to chyba nie jest problem...
- Nie przerywaj mi, okej?! Była tylko po to, by przekazać mi wiadomość o tym, że nie jest moją rodzicielką!! - wrzasnął i zasłonił dłońmi twarz. Vivian usiadła na poręczy i objęła go ramieniem.
- Przepraszam - szepnęła. - I co dalej się stało? W takim razie, kim są twoi prawdziwi rodzice?
- To ja przepraszam, że wrzeszczę na ciebie. A tymi prawdziwymi są Mirabella i Tom Riddle.
- Eee, ten Riddle o którym myślę?
- Tak, Lord Voldemort jak ci pasuje - mruknął.
- To co planujesz w tym wypadku? - zapytała.
- Nie wiem. Mam prośbę, nikomu o tym nie mów. Dobrze?
- Będę milczeć jak grób - odparła z powagą, trzymając doń na piersi. Will uśmiechnął się i uściskał przyjaciółkę. "Dziękuję" wyszeptał jej we włosy.
- Mam też list od matki - dodał po chwili.
- Czytałeś?
- Jeszcze nie.
- Czemu?
- Jakoś nie miałem odwagi - westchnął i opuścił głowę. - Może ty to zrobisz? - zapytał z malutką nadzieją w głosie.
- Nie mogę, list jest do ciebie - odparła dziewczyna lekko skonsternowana prośbą chłopaka. Will nie próbował jej przekonywać, wiedział, że ona będzie nie ugiętą.
- Zrobimy tak, najpierw ja przeczytam potem ty, co ty na to? - zaproponował a Vivian jedynie kiwnęła głową na zgodę.
Drżącymi rękami otworzył kopertę i wyjął pergamin, zapisany małymi, pochyłymi literkami. Po chwili z koperty wypadła mniejsza i cięższa. Will podniósł ją i wysypał jej zawartość. Ujrzał dwa wisiory. Jeden był srebrny z niebieskawym oczkiem, drugi zaś miedziany z brązowawym kamieniem.
![]() | |
| Talizman "Nandar" podarowany Willowi. |
![]() |
| Talizman "Helion" siostry Willa |
Drogi Wilhelmie,
Jeśli czytasz ten list, to dowiedziałeś się kim na prawdę jesteś. To bardzo trudne dla mnie jak i dla Ciebie, ale tak musiało być. Nie ma chwili bym nie myślała o was. Pewnie teraz się dziwisz dlaczego piszę "was"? Chciałam Ci powiedzieć, że masz siostrę. Rozpoznasz ją po czarnej róży z białymi obwódkami płatków i białymi kolcami, która powinna się ukazać na prawym ramieniu, gdy skończy piętnaście lat. Do listu dołączam dla was dwa talizmany. Proszę byście je nosili cały czas. Będą was ochraniać od zła. Są bardzo stare i wykonane przez gobliny. Miedziany Nandar jest przeznaczony dla Ciebie, gdyż w nim zaklęte są cztery żywioły. Używaj go rozsądnie. Dla Twojej siostry jest srebrny Helion z niebieskim klejnotem. Gdy nastąpi odpowiednia chwila, on właśnie pomoże Ci rozpoznać ją.
Wilhelmie, proszę o jeszcze jedno. O wyrozumiałość. Musiałam was rozdzielić, ponieważ Wasz ojciec chciał wykorzystać wasze zdolności do własnych celów. Zbrodniczych celów. Nie mogłam na to pozwolić i uciekłam z wami. Ciebie, zgodzili się wychowywać państwo Zalo. W razie czego, możesz na nich polegać, są mi oddanymi przyjaciółmi. Nie mogę Ci napisać o siostrze dla jej bezpieczeństwa. Wszystko wyjaśni się tak jak już Ci napisałam. Bardzo chciałabym się z Wami zobaczyć i porozmawiać, lecz na to będziemy musieli jeszcze poczekać.
Całuję, mama.
- No, krótki. Wynika z niego, że mam siostrę. Ten talizman ma mi pomóc w znalezieniu jej - odparł wskazując srebrny wisior.
- Jest piękny - westchnęła Vivian.
- Dzięki, że mnie wysłuchałaś i nie odtrącasz z powodu mego pochodzenia.
- Nie ma za co. Will jesteśmy przyjaciółmi, zawsze możesz na mnie liczyć - odrzekła i gdy wstał, odprowadziła aż do wyjścia w portrecie. Po krótkim pożegnaniu Will poszedł do siebie. Na szczęście nikt go nie złapał i po kilkunastu minutach był w Pokoju Wspólnym Slytherinu. Nikogo nie było w środku, więc niespiesznie usiadł w fotelu naprzeciw kominka i pogładził talizmany schowane w kieszeni szaty. Pogrążył się w myślach i w niecałe dziesięć minut później zasnął.
Rankiem został wybudzony przez szczypiącą go czarną sowę. "Skąd się tu wzięło to przeklęte sówsko?" - zastanowił się przez chwilę. Odebrał mały zwitek i ptak wyleciał przez otwarte okno.
- I kto do cholery otworzył okno? - mruknął do siebie. - Zimno mi.
- Ja - usłyszał odpowiedź z drugiego końca Pokoju.
- Eee... - zająkną się chłopak rozglądając wokoło siebie. Zaraz przy nim pojawiła się średniego wzrostu dziewczyna o zielonych oczach.
- Wpuściłam ją, bo od dłuższego stukała w okno, a ty nie ruszałeś się z miejsca - odrzekła uśmiechając się przymilnie.
- Dobra, zmykaj mi z oczu - syknął jadowicie. Dziewczyna odeszła z naburmuszoną miną. Wkrótce potem w Pokoju Wspólnym zaczęli pojawiać się inni domownicy. Will, w tym czasie odczytał liścik.
Spotkanie o północy w Zakazanym Lesie.
Snape Ciebie przyprowadzi.
- Cześć Will, co to za liścik? - zapytał Blaise zerkając na pergamin zza ramienia chłopaka.
- A nic takiego Blaise, idziesz na śniadanie?
- Nom, głodny jestem. A nie widziałeś gdzieś Draco? Zniknął mi przed chwilą - zagadnął Zabini rozglądając się po pokoju.
- Nie widziałem go - odparł Zalo beznamiętnie.
- A co to była za dziewczyna? Ta, z którą przed chwilą rozmawiałeś?
- Nie znam jej i nie mam zamiaru poznawać - syknął będąc już w korytarzu.
W Wielkiej Sali jak zwykle panował harmider. Niektórzy czekali na swych przyjaciół, inni się jeszcze douczali a reszta po prostu jadła śniadanie. Kiedy Ślizgon zjawił się w środku, wzrokiem wyszukał przyjaciółki. Gdy ją wypatrzył wśród innych Gryfonów, skinął lekko głową a ona odwzajemniła nieme powitanie szczerym uśmiechem.
- Do kogo tak się uśmiechasz Vivian? - zapytała Hermiona.
- Tylko nie do Malfoya! - syknął Ron nabierając sobie na talerz jajecznicy.
- Mogę się uśmiechać do kogo zechcę, Ron. Lecz przyznam ci teraz rację. Do niego nie można się uśmiechać, bo on jeszcze opacznie by to zrozumiał - zaśmiała się i zajęła posiłkiem.
Po chwili wstał dyrektor i rzekł:
- Moi drodzy, proszę o chwilę uwagi nim udacie się na zajęcia. Otóż, zgodnie tym, co oznajmiłem wam na początku roku, począwszy od następnego miesiąca, rozpocznie się u nas Turniej Pięciu Wrót. Niedługo więc, przybędą do nas reprezentanci z innych szkół. Pragnę byście ich miło przyjęli - uśmiechnął się i usiadł na swoim miejscu.
***
Co by tu wam jeszcze powiedzieć. Zapraszam do czytania. Jeśli są jakieś błędy to piszcie. Kolejny wpis nie ukarze się szybko. Mam dość napięty grafik i za wiele wolnego czasu to nie mam.
Pozdrawiam wszystkich moich czytelników. Do zobaczenia.

5 komentarze:
Świetny rozdział:) Bardzo fajnoie to wszystko wymyśliłaś. Te talizmany, siostra Willa i Ta cała tajemnica. NIe mogę się doczekać jak potoczy się dalej. Jak will rozpozna siostrę, a jeśli rozpozna to co dalej? Postaraj się jak najszybciej o nową notkę:0 Te talizmany są swietne szczególnie ten z niebieskim oczkiem:D Pozdrawiam i żuczę duuużo weny (iskierka-milosci-tom-ridlle) Pipi@13
Okej, teraz napiszę komentarz tylko co do treści, na błędy może później znajdę czas. Jeśli chodzi o fabułę, no to zaczyna się wszystko klarować, mnie się nawet podoba. Co dziwne, bardzo dobry rys psychologiczny ma matka Willa, ale on sam już nie. Trochę mnie to wkurza. Ale skoro mnie wkurza, to znaczy że się wciągnęłam i że jest nieźle. ;3
Pozdrawiam!
PS. Ale sam pomysł turnieju okropnie z Czarą Ognia się kojarzy.
U mnie na
tytankiwschodu.bloog.pl
wreszcie ukazał się nowy wpis. Przepraszam za opóźnienia i zapraszam do czytania;D
Ps. Super wpisik, a tą jego siostrą to jest Vivian, prawda;D
Na razie nic nie będę ujawniać, Angie. Wszystko w swoim czasie. A u ciebie komentarz pozostawię, tylko później.
Wiesz jak to wygląda? Jak nieoficjalna zawiecha!
Odezwij się czasem, cooo?
Ściskam ;3
Prześlij komentarz
Daj znak zainteresowania i pokaż, że nie jesteś tylko przypadkowym ninja!