wtorek, 12 października 2010

Rozdział szósty - Blizny przeszłości...


"Blizny przypominają nam o tym, że przeszłość naprawdę istniała."


Minęło kilka dni od spotkania śmierciożerców i Severus Snape udał się do dyrektora. Wcześniej nie miał najmniejszego zamiaru by z nim rozmawiać. Musiał pewne sprawy przemyśleć i poukładać by grały tak jak w zegarku. Zjawił się przed chimerą zastępującą wejście do gabinetu Dumbledore'a, wypowiedział hasło i wszedł krętymi schodami na górę. Zapukał i wszedł bez zaproszenia. Jeszcze w wejściu lekko powiała jego czarna szata, dodając mu uroku nietoperza, na co sędziwy dyrektor się uśmiechnął.
- Dzień dobry, Severusie. Miło, że w końcu znalazłeś czas, by się ze mną spotkać. Może dropsika?
- Dzień dobry, Albusie. Nie, dziękuję. Nie lubię dropsików - mruknął, sadowiąc się na krześle naprzeciw dyrektora.
- Przejdę od razu do rzeczy. Wiem, że Voldemort coś planuje. Tyle, że musimy mieć pewność co do kilku rzeczy. Czy on zamierza wykorzystać kogoś z Ministerstwa? 
- Nie, jak zwykle omówiliśmy plan ataku na małą dzielnicę Londynu, zamieszkałą przez Mugoli - rzekł spokojnie przypatrując się swemu rozmówcy po czym dodał z nutką zniecierpliwienia w głosie. - Wydał rozkazy Bellatrix i planuje zwerbować jeszcze kilka osób do swej armii. Tyle z narady.
- Jednakże doszły mnie wiadomości, że on kogoś szuka. Myślę, że chodzi mu o Mirabellę - Albus nie dał się zwieść patrząc Severusowi w oczy. Miał dziwne przeczucie, że Mistrz Eliksirów już nie tak bardzo wierzy w słuszność swej misji szpiegowania Śmierciożerców. 
- Wątpię, by Mirabella chciała dać się odnaleźć. Zbyt wiele przeszła i ma dar przetrwania we krwi. Potrafi się ukryć tak, że nikt jej nie znajdzie.
- Ty ją najlepiej znasz z nas wszystkich. Wierzę, że ona dobrze się zakamuflowała i jest bezpieczna. Mam jeszcze jedną prośbę nim nasze spotkanie dobiegnie końca. Chodzi mi o pannę Vivian Sith. 
- Słucham - odparł Mistrz Eliksirów poirytowany przedłużającą się rozmową.
- Zdobyłem pewne informacje co do jej osoby. Wiem, że ona może być na celowniku Voldemorta. Bowiem ona potrafi porozumiewać się z najniebezpieczniejszymi stworzeniami w świecie, smokami. One są bardzo pożądanymi sojusznikami przez niego. Chcę cię prosić byś miał na nią oko.
- Niestety ale nie zgadzam się. ie jestem niańką do bachorów - warknął Snape rozzłoszczony propozycją dyrektora.
- Nie będziesz jej niańczył, tylko pilnował by nie wchodziła do Zakazanego Lasu. Resztą zapewne zajmą się jej przyjaciele.
- Dumbledore, mówię to jeszcze raz. Nie jestem opiekunką do dzieci, tylko nauczycielem Eliksirów. Jak chcesz by ktoś jej pilnował, to niech to będzie Minerva. To ona jest opiekunką jej domu - syknął oburzony nauczyciel.
- Jak tak, dobrze. Zobaczymy, co na to powie Minerva. Jeśli się nie zgodzi, to proszę byś przemyślał moją propozycję i dał znać, gdy będziesz już pewien swego zdania - nie dawał za wygraną Dumbledore.
- Niech ci będzie. Muszę już iść. Do widzenia Dumbledore.
- Do widzenia Severusie - odparł dyrektor i po wyjściu Mistrza Eliksirów zagłębił się w fotel i zaczął rozmyślać o postawie Severusa. Nie mógł odgonić przeczucia, że stracił jedynego członka Zakonu Feniksa, który miał dojścia do ścisłego grona Śmierciożerców. 



Tymczasem w dormitorium jednego Ślizgona panowało małe zamieszanie, spowodowane pojawieniem się pewnej osoby. Była to wysoka, szczupłej budowy ciała kobieta o ciemno-brązowych oczach. Miała na sobie czarną pelerynę. Gdy chłopak, wychodząc z łazienki ją zauważył, wrzasnął lecz potem się opanował.
- Mamo, co cię napadło? Nie rób tak więcej - jęknął siadając na łóżku.
- Oj, Will. Nie mam dużo czasu, więc będę się streszczać. Nie mogę dłużej tego przed tobą ukrywać, bowiem i tak niedługo byś się dowiedział - odrzekła cicho dobierając słowa, tak by jak najmniej zabolały.
- Nie rozumiem - odparł zdziwiony i zaintrygowany jej wyznaniem.
- Słuchaj, to jest trudne dla nas wszystkich, ale musisz wiedzieć jedno, pomimo wszystko i tak jesteś naszym synem i bardzo cię kochamy... - szepnęła a z oczy zaczęły płynąć łzy.
- Mamo... - chciał coś dodać ale głos uwiązł mu w gardle.
- Wysłuchaj mnie do końca i potem możesz oceniać. Nie jesteśmy twoimi prawdziwymi rodzicami, nie urodziłam ciebie. Twoją matką jest Mirabella Lacroix Riddle a ojcem Tom Marvolo Riddle, nazywany Lordem Voldemortem. 
- Jak to? To jakiś żart? - nie mogąc w to uwierzyć i by nie stracić panowania nad sobą Will zaczął krążyć po pokoju. Wtem przystanął i popatrzył w oczy osoby, którą od dzieciństwa uważał za matkę. Podszedł bliżej lecz ona się odsunęła w kierunku kominka.
- Synu, nie miałam wyboru. Musiałam ci to teraz powiedzieć - szeptała ciągle się cofając.
- A czemu mi nie powiedzieliście tego wcześniej!! - wrzasnął chłopak. - Czemu tak długo z tym zwlekaliście? 
- Wcześniej nie byłeś na to jeszcze gotowy...
- Weź nie wciskaj mi takiego kitu - warknął. - Chyba już na ciebie czas, co? Do niedawna tak się spieszyłaś - dodał ironicznie.
- No tak - odparła zmieszana. - Nie będę już dłużej zabierać ci czasu.  Ach, byłabym zapomniała. Tu masz list od twojej matki. Może on pomoże ci zrozumieć powody, dla których ukrywaliśmy przed tobą prawdę - rzekła i podała mu pożółkłą już kopertę z listem, po czym wrzuciła proszek do kominka i zniknęła bez pożegnania w zielonych płomieniach. Will długo jeszcze wpatrywał się w kominek. Po chwili usłyszał pukanie do drzwi.
- A to ty, Draco. Wejdź - rzucił niedbale wpuszczając kolegę do środka.
- Nie zajmę ci dużo czasu. Profesor Snape chce ciebie widzieć u siebie - powiedział blondyn.
- A w jakiej sprawie?
- Nie wiem, kazał mi przekazać, więc przekazuję - odparł. - A czy pójdziesz, czy nie, to już twoja sprawa. Radzę pójść, bo jak Snape się wkurzy, to nie będzie miło - dodał uśmiechając się wrednie. Kiedy tylko Malfoy wyszedł, Will schował list w książce od transmutacji i również opuścił dormitorium. Po wyjściu przez dziurę w ścianie skierował się do gabinetu Snape'a. Zapukał i wszedł. Snape siedział przy biurku, przeglądając jakieś papiery. Gdy zauważył Willa, wskazał mu krzesło naprzeciw siebie. Przez moment milczał i nie spoglądał na ucznia, co jeszcze bardziej spotęgowało irytację Willa.
- Zacznę od razu, by nie marnować czasu i aby mieć to już za sobą - mruknął Mistrz Eliksirów. - Nie nazywasz się Zalo, a rodzina dotąd uważana za najbliższą, nią nie jest. Twoim ojcem jest...
- Przepraszam, panie profesorze. Ja wiem kim są moi prawdziwi rodzice - przerwał wywód Snape'a wyzywająca patrząc mu w oczy.
- Ach tak? A kto ci to powiedział?
- Matka.
- To nie mam więcej ci nic do powiedzenia. Żegnam - syknął Snape i zajął się poprawianiem sprawdzianów piątoklasistów. Will wstał i wyszedł szybko jak tylko się dało.

cdn...

***
 Tu przerwę rozdział, który wyszedł mi jak widać, dość krótki i taki sobie. Internet coś nie bardzo chce ze mną współpracować i co i raz się zawiesza. Życzę miłego czytania. Do zobaczenia wkrótce.

11 komentarze:

Anonimowy pisze...

Bardzo ciekawy wpisik, a to, że krótki, to trudno. Ja nie piszę dłuższych:D U mnie będzie dzisiaj prawdopodobnie nowy wpisik, jeśli się do 3:00 nie ukarze to nie będzie.Mam go już w szkicu, to po części zależy od komentarzy ;) Zresztą, ty przecież zobaczysz u siebie jak będzie nowy wpis.

Anonimowy pisze...

Acha, nie podpisałam się. Angie z tej strony;D

Paradox of Donnie pisze...

Dum dum.
Namiary proszę, jeśli mangę chcesz. A najlepiej to pisz do mnie na gadu.
Zaraz zrobię Ci korektę, tylko czas znajdę ^w^"

Anonimowy pisze...

Nowy wpis jest.
Angie

Anonimowy pisze...

Świetnie piszesz!
Snape jak zwykle zgorzkniały i ponury, ale może mu to przejdzie? Nigdy!
Chciałabym ciebie zaprosić na mojego bloga:
wiara-watpliwosc-cel.blog.onet.pl

Emma Luna

akyrie pisze...

Donnie to może na ten: infer2@op.pl, bo coś nie chce mnie zalogować na konto w google.

Pipi@13 pisze...

Bardzo fajny blog:0 jestem ciekawa co się wywiaze z tego. No ładnie Will jest potomkiem Voldzia:D Fajny pomysł i czekam na cdn:) Pozdrawiam i zyczę weny :*

Donnie pisze...

" i wszedł krętymi schodami [...] wszedł bez zaproszenia. " <- powtórzenie.
"odrzekła cicho dobierając słowa [...]" <- brakuje przecinka, ale to nieważne. Cicho dobierając słowa? Jakbyś dodała jeszcze słowo typu ostrożnie byłoby lepiej :

"chciał coś dodać, [...] " <- dodać można coś do czegoś. Czyli tą mamę mógłby dodać, gdyby coś wcześniej powiedział. A w takim wypadku wystarczy prozaiczne
" kopertę z listem," <- no a co innego może być w kopercie? Twoi czytelnicy nie są kretynami ;]
"rzucił niedbale wpuszczając kolegę do środka" <- jak wpuszcza, to musi podejść do tych drzwi. Zapraszając, to lepsze określenie.
"co jeszcze bardziej spotęgowało irytację Willa." <- wcześniej nie było ni słówka o tym, że Will jest zirytowany

Nom. Jeśli chodzi o wpis jako całość, to robi się coraz ciekawiej i coraz bardziej się gmatwa. Mam nadzieję że się w tym nie pogubisz. Z drugiej strony mi też się już blogi mylą, więc... To tu ile Voldzio ma dzieci? xD
I fajnie że Viv ma taką mistyczną moc. Tylko trochę spłaszczyłaść psych. Willa

Masz już mangę na skzynce ;]
pozdrawiam!

Akyrie pisze...

Dzięki za mangę. A jeśli chodzi o dzieci Voldzia to się okaże. Jak będę miała czas to wpisy jakoś poprawię. wiem przynajmniej co i jak.

whisper pisze...

Dzięki za komentarz u mnie. Podoba mi się opowiadanie. Zaczyna się ciekawie rozkręcać. Będę czekać na nowość.

Anonimowy pisze...

Twój blog został oceniony na oceniamy-farfocle. Zapraszam!

Prześlij komentarz

Daj znak zainteresowania i pokaż, że nie jesteś tylko przypadkowym ninja!

Publika

Fall Out Boy

Obsługiwane przez usługę Blogger.