Rozdział pisany z punktu widzenia bohaterki.
__________________________________________________________________________
Rankiem następnego dnia wstałam bardzo wcześnie. A z tego względu, że nikogo nie było w dormitorium oprócz mnie. Och, jak cudownie nie musieć słuchać pochrapywania dziewczyn. To są dopiero uroki życia Prefekta Naczelnego. Wczoraj, gdy rozmawiałam z Hermioną, patrzyła zazdrośnie. Pewnie to ona chciała być Naczelnym. Cóż, nie zawsze ma się to, czego się chce. Trzeba na to zapracować. Nie mówię, że nasza panna mądralińska nic nie umie. Przeciwnie. Ona bardzo dużo potrafi. Dobra, koniec bajdurzenia o niej. Nie mogąc już zasnąć, poszłam do kuchni, by zrobić sobie kanapkę i pobiegać po Błoniach z moim wilkiem. Nie mówiłam wcześniej, ale mam pięknego wilczura o gęstym śnieżno białym futrze. Jest wielki, szybki i bardzo silny. Pozwolę sobie na pokazanie zdjęcia mego pupila. Oto i on. Piękny co?
On jest moim listonoszem i obrońcą. Kiedy trzeba, to potrafi zmienić się w prawdziwą bestię, trudną do pokonania. Nie żartuję.
Powoli ubierając się stwierdziłam, że nie bardzo mi się chce zbaczać do kuchni, więc wyszłam na Błonia. Nie myślałam, że tam mogę kogoś spotkać, no i o tej wczesnej porze, to ludzie śpią jeszcze smacznie w cieplutkich łóżeczkach. Wilk też się wyłonił z Lasu. Był na jego skraju, ale szybko znalazł się przy mnie. Co chwila pomrukiwał groźnie, ale nie zwracałam na to zbytniej uwagi. Wolałam napawać się urokiem wschodzącego słońca. Przepiękny widok. Znad powierzchni jeziora unosiła się jeszcze mgła, tworząc mleczną kopułę. Powietrze było mroźne i rześkie, więc pobiegaliśmy trochę. Potem przysiadłam pod starym dębem na chwilę. Gdy wracałam do dormitorium, była za dwadzieścia siódma. Na śniadanie zjawiłam się punktualnie w towarzystwie Ginny i Harryego. Nie było tylko jeszcze Rona i Hermiony, lecz po chwili i oni przyszli.
- Cześć wszystkim. - przywitała się z uśmiechem kasztanowo-włosa Gryfonka nabierając trochę owsianki do talerza.
- Cześć, ktoś nam się spóźnił - rzekła chytrze Ginny. - Hermiono, czy nie masz nam nic do powiedzenia? - dodała zerkając znacząco na brata, który w tym czasie zajął się kanapkami. Zachowywał się tak, jakby to nie jego dotyczyło w ogóle i nie jest tą rozmową zainteresowany.
- Nie. A coś mam ogłosić? - odparła już lekko się rumieniąc. Dobrze wiedziała, że ruda nie da jej spokoju do końca dnia. - A co do spóźnienia, to byłam w łazience. - skłamała wbijając wzrok w talerz.
- Wiesz Herma, nie bardzo wyszło ci to kłamstewko. Lecz nie wtrącam się - szepnęłam jej do ucha. Wiedziałam, że kłamie z tą łazienką. Widać było po maślanych oczkach obojga. Po śniadaniu podeszła do nas profesor McGonnagall i rozdała plany zajęć. „Cholera jasna, od rana ze Ślizgonami." - warknęłam w myślach.
- Czy oni już powariowali z tym usilnym godzeniem naszych domów. - narzekał Ron a minę miał jakby zjadł właśnie zepsutą rybę.
A oto i nasz plan zajęć. Taki jest poniedziałek.
Poniedziałek
8:20 - 9:55 Obrona Przed Czarną Magią (S)
10:00 - 11:35 Eliksiry (S)
11:45 - 12:30 Transmutacja (S)
12:30 - przerwa obiadowa
14:00 - 15:30 Zaklęcia (S)
15:45 - 16:30 Obrona Przed Czarną Magią (S)
16:45 - 17:30 Zielarstwo (R)
Nie będę zamieszczać całego planu, właśnie tak się to przedstawia. OPCM mieliśmy na trzecim piętrze, gdyż sala na pierwszym piętrze była w renowacji. Gdy już wszyscy zebraliśmy się przed salą, zadzwonił dzwonek i otworzyły się drzwi. Profesor zaprosił nas do środka gestem ręki. Sala nie przedstawiała się imponująco. Ciemna i czuć było jakiś odór stęchlizny. To tak mieliśmy pracować? - zastanawiałam się chwilę, gdyż pan Overlock wszedł przed klasę.
- Usiądźcie już. Nie możemy tracić cennego czasu na zbędną krzątaninę co poniektórych. Nazywam się Alexander Overlock. Będę waszym profesorem w tym roku. Od razu uprzedzam, że nie toleruję spóźnień na moje zajęcia. Będę za to odbierał punkty. Sprawdziany zapowiem z tygodniowym wyprzedzeniem. Jeśli macie jakiekolwiek pytania, to proszę teraz je zadać. Zaraz przechodzimy do lekcji. - po tych słowach w górę wystrzeliła ręka Hermiony.
- Tak, panno...?
- Hermiona Granger. Czy i w ogóle, przewidział pan zajęcia praktyczne? - zapytała z lekkim drżeniem w głosie.
- Oczywiście, będziemy mieli więcej praktyki niż teorii. Musicie jakoś umieć się przed niektórymi urokami jakoś się obronić i równocześnie zaatakować przeciwnika. Wiem, że rok temu tylko była teoria z profesor Umbrige. Są jeszcze jakieś pytania? Nie, to przechodzimy do lekcji. Ustawcie się w parach. Sprawdzimy teraz jak potraficie rzucić zaklęcie tarczy - powiedział i już się zaczęło. Byłam w parze z Zabinim. „Hm, ciekawe co on potrafi." - pomyślałam i musiałam szybko zareagować tarczą, bo chciał podpalić mi szatę. A rzucił na mnie Flagrate. Innym też prawie się powiodło. Ron dostał dzikich pląsów, a jaki był ubaw przy tym. Gryffindor zarobił 25 punktów, a i Slytherin też tyle samo. Ćwiczyliśmy jeszcze zaklęcie tarczy przez piętnaście minut. Potem zaczęło się pod górkę. Profesor pokazał nam jak odpierać na krótki moment Cruciatusa.
- Posłuchajcie mnie teraz. To zaklęcie trwa chwilę, ale może wam uratować życie. Będziemy je ćwiczyć przez następne lekcje. To bardzo ważne. Popatrzcie, tak machacie różdżką, wypowiadając z akcentem na przedostatnią sylabę Exersium. - rzekł pokazując w zwolnionym tempie ruch różdżki. Zaczęliśmy ćwiczyć. Trwało to długo, niektórym udało się nawet, by wyleciał fioletowy promień. Mi to prawie wyszło, Hermionie wyleciał jasno fioletowy. Miło było podziwiać takie różnokolorowe barwy. Gdy zadzwonił dzwonek wyszliśmy z sali i poszliśmy szybko do Lochów na Eliksiry. Trójka Gryfonów markotnie, ja zaś bardzo lubiłam Eliksiry ze Snapem, pomimo, że odbierał tylko naszemu domowi punkty. Dziś jednak Mistrzunio był coś nie w humorze. Potem dowiem się o co poszło. A tak gwoli ścisłości, to Severus Snape jest moim chrzestnym ojcem, choć nie zawsze to okazuje, to wiem, że mnie lubi. Zostaliśmy podzieleni na grupy dwuosobowe. Siedziałam z Notem. Co za idiota z niego. Kompletne zero z tych zajęć. Jak on zdał, to nie wiem. Oczywiście nie obyło się bez wybuchu z kociołka Nevill'a. Pracował z Harrym. Hermiona była z Zabinim a Ron trafił na Malfoy'a.
1 komentarze:
Witam ponownie ;]
Zabieram się do czytania i już na początku potknięcie. Aj. Dobra, to zaczniemy od błędów :
"Rankiem następnego dnia wstałam bardzo wcześnie. A z tego względu, że nikogo nie było w dormitorium oprócz mnie." <- Rozumiem, że Vi obudził brak osób w dormitorium. No taka dedukcja się nasuwa. Trzeba by nieco uściślić to zdanie.
I tyle z dużych błędów. Nieźle, nie? :3
Ale za to nie wiem, co ten rozdział miał na celu. Przedstawienie postaci?
Huh. Zobaczymy, jak dalej rozwinie się akcja. I jedna sugestia : Vi tak bardzo się przejmowała Draco, spotkała go na i wql tego nie opisała. Dziwne, nie uważasz?
Pozdrawiam ~
Prześlij komentarz
Daj znak zainteresowania i pokaż, że nie jesteś tylko przypadkowym ninja!