Po powrocie do domu, nie obyło się bez nagany. „Jej, czy do wszystkiego oni muszą tak poważnie podchodzić." - zastanawiała się w myślach, słuchając co drugiego słowa swojej rodzicielki.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz Vivian? - syknęła pani Sith, poirytowana zachowaniem córki. - Od dziś masz szlaban na wszelakie wyjścia z domu, rozumiesz. Masz szczęście, że nic ci się nie stało i ojciec o niczym jeszcze nie wie. Chyba wiesz, jak by to było gdyby on się dowiedział?
- Mamo, nic się nie stało - odparła lekko zdenerwowana słowami matki. Za żadne skarby nie chciała, by jej ojciec się o tym dowiedział. Pod niektórymi względami nie różnił się od Lorda Voldemorta. Był bardzo konsekwentny, a jeśli dziewczyna popełniała jakieś występki, to nawet nie omieszkał użyć Cruciatusa. Dlatego też, dziedziczka niebywałej fortuny, wolała zgodzić się nawet na taki szlaban by jakoś udobruchać matkę. Jednakże cały czas oczekiwania do końca wakacji szybko minął i spakowana dziewczyna siedziała spokojnie w salonie, obserwując krzątające się skrzaty. Pożegnania w tym domu nie były jakieś pompatyczne. Po prostu lekki uścisk dłoni od ojca i całus od matki. To miało wystarczyć. Zero zbędnych rozczuleń i ukazywania słabostek jakim były uczucia. Vivian źle się z tym czuła, ale gdy rozpoczynała ten temat, ojciec brutalnie go kończył. W końcu przywykła do oschłości i zimna panującego w tym domu. Jej odskocznią stał się Durmstrang. Tam mogła się wyszaleć, poznać, co to jest prawdziwa i oddana przyjaźń. Miała ścisłe grono, do którego należała Kate Zefira i Wilhelm Zalo. We trójkę byli w drużynie Quidditcha. Kate i Will na pozycji ścigających a Vivian jako szukająca. Byli najlepsi w te klocki. Wszystko jednak się złamało po przeprowadzce rodziny Sith do Anglii i zmianie Durmstrangu na Hogwart. Też znalazła kolegów, nie mogła nazwać ich przyjaciółmi. Nie mogła im się zwierzać ze swych problemów. To nie było to samo, co z Kate i Willem. Przez cały piąty rok było jej źle. To, co stało się przyczyną jej udręk, to byli Ślizgoni. Nienawidziła ich najbardziej. A w szczególności tej pchły uważającej się za pępek świata Parkinson i jej koleżanek. Malfoy też jej nie raz dopiekał, ale po wydarzeniu w górach odrobinkę zmieniła o nim zdanie.
- Do zobaczenia na wakacjach. Na Święta zostanę w Hogwarcie, dobrze? - i nie czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony rodziców wsiadła do limuzyny i odjechała na dworzec. Przed budynkiem zmniejszyła swój kufer do minimalnych rozmiarów i udała się w stronę wejścia. W środku jak zwykle panował wielki ruch. Parę razy potrącili ją jacyś pospieszalscy, nawet nie przepraszając za to. Ruszyła do barierki między peronami dziewiątym i dziesiątym. Po chwili była już w magicznym miejscu. Pociąg stał buchając parą, a wokół niego stłoczeni uczniowie z rodzinami. Nie zwracając zbytniej uwagi na otoczenie, dziewczyna zaczęła przepychać się w jego stronę. Kiedy już weszła i rozgościła w jakimś przedziale, ktoś znów jej przeszkadzał. Miała już zbesztać za zakłócanie spokoju, ale byli to Harry i Ron.
- Cześć. O, ty już tu? Jak minęły wakacje. - przywitali się równocześnie sadowiąc na wolnych miejscach.
- Cześć. Nic specjalnego się nie wydarzyło. A wam jak się udały? A gdzie Hermionę i Ginny zgubiliście? - żachnęła siląc się na uprzejmy ton głosu.
- A zapodziały nam się. Ten tłum rozwrzeszczanych dzieciaków nas rozdzielił. Na pewno tu trafią za jakiś czas. - gruchał rudy jak najęty, co i raz spoglądając na dziewczynę. - Wiesz, wakacje spędziliśmy nad morzem. Harry i Hermiona też byli. - pochwalił się rozpromieniony dodając ze smutkiem. - Tylko szkoda, że ciebie zabrakło.
- Może innym razem. - odparła chcąc jak najszybciej zakończyć nudny temat. Wtem w przedziale pojawiły się zguby. Hermiona zmieniła się. Wyładniała. Włosy jej lekko się kręciły a kolor się wyostrzył. Z matowego brązowego przeszedł w lśniący kasztanowy. Ginny też powoli zmieniać się zaczęła w ładną kobietkę. Obie rumiane, uśmiechnięte przywitały się i usiadły naprzeciwko chłopców. Po chwili milczenia rozgadali się wszyscy. Vi opowiadała im jak było w Durmstrangu kiedy jeszcze tam chodziła. Cały piąty rok ją molestowali i teraz też. Ciągle mieli niedosyt. Szczególnie Harry i Ron.
- Ron, chyba zapomniałeś się znowu. Jesteśmy prefektami i musimy iść na zebranie - odparła Hermiona. Po zebraniu Prefekci rozeszli się na obchód. Gdy już razem z Hermioną i Ronem sprawdzili czy wszystko gra, udali się do swego przedziału. A w nim zastali całujących się Harryego i Ginny. Owi Gryfoni szybko oderwali się od siebie ze speszonymi minami, lecz ani Ron, ani dziewczyny nic nie powiedzieli na to. Usiedli milczący. Dwie następne godziny gadali o wszystkim i o niczym. Jedynie Vivian była cicha i nie odzywała się zatopiona w swych myślach. A po głowie chodziło jej tylko to, jak zachowa się Malfoy w stosunku do niej. Tak myśląc zasnęła, a gdy ją zbudzono, dojeżdżali do Hogsmeade. Przebrała się w szatę i kiedy pociąg stanął podążyła za resztą. Do Hogwartu pojechali powozami. Zmrok już dawno zapadł i mgła pokryła jezioro. Lecz Hogwart i tak był dla niej urzekającym miejscem. W Wielkiej Sali przygotowano już stoły. Pod sklepieniem latało tysiące świec. Nad każdym stołem wisiał odpowiedni proporzec. Gryffindor, Slytherin, Hufflepuff i Ravenclaw. Cztery domy o tak różnych ideologiach, miały być jednością a stało się na odwrót. Były do siebie wrogo nastawione. No cóż, może kiedyś połączą się, by być jednością zgodni. Gdy ostatni uczniowie usiedli na swoich miejscach, dyrektor rozpoczął Ceremonię Przydziału pierwszorocznych. Cała ta ceremonia bardzo nudziła Sith. W Durmstrangu tego nie było. Pierwszoroczni byli też dzieleni, ale nie przez wyświechtany kapelusz. Prefekci z ostatniego roku przechodzili między nimi i kazali losować. Każdemu pierwszakowi potem zmieniała się szata na wylosowaną barwę. Dziewczyna odegnała te myśli i powróciła do rzeczywistości. W końcu ostatni pierwszak został przydzielony do Slytherinu. Wstał dyrektor chcąc wygłosić mowę powitalną.
- Jak miło mi was powitać w progach tejże uczelni. Po raz kolejny i po raz pierwszy najmłodszych. Cieszę się, że tak wielu zdecydowało się do nas zapisać. Mam kilka informacji dla was, zanim zacznie się posiłek. Pomyślicie pewnie, że to nic ważnego i że może się powtórzę, ale tak musi być. Przestrzegam przed wchodzeniem do Zakazanego Lasu pierwszorocznych jak i starszych uczniów. Jest to surowo zabronione. Pragnę wam jednakże przedstawić nowego profesora w naszym gronie. Oto i on, Alexander Overlock. Będzie was uczył Obrony Przed Czarną Magią. Przywitajcie go ciepło. - Przed mównicę wyszedł wysoki i szczupły mężczyzna. W wieku około trzydziestu paru lat. Popatrzył na zebranych uczniów i się lekko ukłonił. Cała sala wypełniła się oklaskami i wiwatami.
- Witam was moi drodzy uczniowie. Myślę, że nasza współpraca będzie owocna i przyjemna - rzekł po czym powrócił na swoje miejsce. A powrócił dyrektor kończąc przemowę.
- Dziękuję, że przyjęliście miło profesora, lecz proszę o ciszę. CISZA!! Otóż razem z gronem pedagogicznym uznaliśmy, że w tym roku Prefektami Naczelnymi zostaną osoby z szóstego roku. To był, mam nadzieję dobry wybór i wy, kochani jako Prefekci, będziecie godnie wykonywać swe obowiązki. Pora ich przedstawić. A są to: panna Vivian Sith z Gryffindoru i pan Draco Malfoy z Slytherinu. Proszę pokażcie się. - rzekł i dwoje wywołanych uczniów wstało, po czym usiadło z powrotem. - W tym roku też pragniemy zorganizować Turniej Pięciu Wrót. Wszelkich informacji zasięgniecie u swych opiekunów. Będziemy też gościć reprezentantów z innych szkół. Mam nadzieję, że będziecie godnie reprezentować naszą szkołę i nie narazicie jej na szwank. A teraz koniec już gadania. Wszamujcie!! - klasnął dłońmi i na stołach pojawiło się upragnione jedzenie. Zapanował ogólny gwar i rozmowy na temat turnieju.
Dwunastu gniewnych bigosów
10 lat temu
1 komentarze:
Primo. Nie zmieniaj tak nagle narracji! Kobieto! Jako czytelniczka jestem oburzona ;3
Jak już zaczęłaś w pierwszej osobie, to tak jedziesz do konca, chyba, że opisujesz wydarzenie w którym bohater nie bierze udziału.
Secundo - błędy.
"żachnęła siląc się na uprzejmy ton głosu." <- żachnąć się to tak jakby fochnąć się. A w jej wypowiedzi raczej nic takiego nie było.
Toż samo z gruchanie Rona. Gruchać to on se może, podrywając Viv albo coś w ten deseń.
"No cóż, może kiedyś połączą się, by być jednością zgodni" <- to zdanie nie ma sensu. To oczywiste, że jak coś się łączy, to jest jednością. Można napisać jedynie, po co się łączy, cnie? A za tym zdaniem warto by było zrobić akapit. ;]
"nie narazicie jej na szwank." <- na szwank? Czyli że psorek przestrzega ich przed wandalizmem? Szwank to nie najlepsze słowo, seriously.
"Zapanował ogólny gwar i rozmowy na temat turnieju. " <- zapanowały rozmowy... Spoko. Byłoby okej, gdybyś to liryzowała, ale tak nie jest. Nie dopatrzę się tu środka art. tylko normalnego błędu. Rozmowy nie panują. Gwar, w porządku, rozmowy - be!
No... Ten rozdział sprawia wrażenie bardziej dopracowanego niż poprzedni, tylko ta zmiana narracji... Ładnie prowadzisz akcję. I udaje Ci się utrzymać ten sam rys psychologiczny dla Vi. Więc lecę dalej~
Pozdrawiam :3
Prześlij komentarz
Daj znak zainteresowania i pokaż, że nie jesteś tylko przypadkowym ninja!