wtorek, 28 września 2010

Rozdział pierwszy - Wypadek i przyrzeczenie


Kolejny rok w Hogwarcie nie będzie należał do najfajniejszych. Ktoś by mógł się spytać dlaczego, Hogwart to najwspanialsze miejsce na ziemi. Hm, ja wam odpowiem tak. Byłam z przyjaciółmi na wakacjach w górach. Alpy francuskie. Super miejsce. Jeździliśmy na nartach, zwiedzaliśmy okoliczne górskie wioski. Jednak jeden dzień sprawił, że całe dotychczasowe życie stanęło mi w oczach. Stanęłam oko w oko ze śmiercią. Nie miłe doświadczenie. A było to tak.
Zjeżdżając ze stoku, oddzieliłam się od mojej grupy. Las przysypany pięknie śniegiem, słońce wysoko w górze. Po prostu piękny dzień. Właśnie, krajobraz taki sam, żadnych zmian. Tak cudnie to wszystko wyglądało, że zapomniałam o bożym świecie, napawając się widokiem. Zrobiło się dość późno, więc chciałam wracać, niestety nie mogłam znaleźć powrotnej drogi. Wpadłam w panikę. Jeżdżąc to tu, to tam, w poszukiwaniu własnych śladów, nie spostrzegłam wystającego głazu i walnęłam w niego całym pędem. Sturlałam się ze stoku i znów uderzyłam, tyle, że plecami o jakieś drzewo. „ O rany, ale ze mnie niezdara" - pomyślałam przeklinając się w duchu. Próbowałam wstać, ale nogę i plecy przeszył straszny ból, więc zaniechałam tego na krótką chwilę. Potem znów, ale ponownie zabolało niemiłosiernie. Zmrok już zapadał i coraz bardziej było zimno. Zaczęłam się modlić, by ktoś się pojawił, nawet gdyby był to Voldemort, to też bym się ucieszyła. Przynajmniej miałabym szybką śmierć. A tak stopniowo zamarzać, to straszna śmierć. Zaczęłam rozmyślać o mym dotychczasowym życiu i jakie mogłoby być. „Ja nie chcę tak umrzeć." - jęczałam w duchu. „Boże, błagam, ześlij pomoc" - szepnęłam słabym głosem. Zmarznięta i głodna leżałam już tak i tylko czekałam aż śmierć mnie zabierze, lecz tu raptem usłyszałam szusowanie. Bardzo ostrożne w lekkim świetle. Zostałam zauważona. Ktoś szybko zbliżył się do mnie i oświetlił. Coś mamrocząc pod nosem, wziął na ręce i już po chwili znajdowaliśmy się w cieple. Jak miło jest ponownie poczuć zapach palonego drzewa w kominku. Gdy się ocknęłam, leżałam w ładnej i czystej pościeli. Pokój tonął w lekkim mroku. Usłyszałam czyjeś kroki na schodach i lekkie skrzypnięcie uchylających się drzwi. I zobaczyłam mojego wybawcę. Był to właśnie... Draco Malfoy. „Niech to!" - pomyślałam i już miałam się wydrzeć, ale się opanowałam. On mnie uratował. On, taki zimny, cyniczny i oschły. Bez krztyny uczuć do drugiej osoby, przyszły Śmierciożerca. Zastanawiałam się, co on teraz zrobi ze mną.
- Widzę, że już nie śpisz - rzekł dość ostentacyjnie. - Co ty tam robiłaś?
- Hm, wiesz podziwiałam niebo - odparłam trochę rozbawiona jego pytaniem. - Dziękuję za ratunek.
- Nie ma sprawy. Jak się czujesz? - tym pytaniem trochę mnie zbił z tropu.
- Lepiej, choć bywało gorzej. - odpowiedziałam podciągając się do pozycji siedzącej. - Gdzie jestem?
- U mnie. Jesteś głodna? - pokiwałam głową, bo i głośno zaburczało mi w brzuchu. - Tu masz ubranie. Jak będziesz gotowa, to zejdź schodami na dół, a potem skręcisz w prawo. Duże wahadłowe drzwi prowadzą do kuchni. - dodał i wyszedł. Ja ubrałam się w to, co mi dał. Nawet pasowało. Pokuśtykałam na dół i weszłam do przestronnej kuchni. Siedział tam popijając kawę.
- Hm, kuchnię to umiesz znaleźć, ale w terenie jesteś do niczego - żachnął uśmiechając się ironicznie. Zero oddźwięku z mojej strony. - Nic nie powiesz? No dobra, nie obrażaj się tak łatwo.
- Jak roznoszą się tu takie zapachy, to trudno byłoby się tu zgubić. - odparłam mieląc w duchu przekleństwa. Dziwnie się zachowywał. Zrobił mi późną kolację. Zjedliśmy gadając i śmiejąc się. Tak oto spędziłam z nim cztery dni. Rana na nodze się zagoiła. Mogłam znowu szusować na nartach. Mama wysłała wiadomość, że mam wracać, bo się martwią i mają mi do przekazania kilka ważnych wiadomości. Ostatniego dnia naszej wspólnej przygody Malfoy zrobił iście wyśmienitą kolację przy świecach.
- Nie wiedziałam, że potrafisz tak świetnie gotować - mruknęłam zachwycona wystrojem.
- Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz - odparł z tajemniczym uśmiechem.
- Ale nie planujesz nic innego? Muszę jutro wcześnie wstać, gdyż mama napisała, że limuzyna przyjedzie o wpół do dziewiątej.
- Nie, nic nie zaplanowałem, oprócz małej przejażdżki. Może pani zgodzi się pościgać trochę, co? Na miotłach oczywiście. Kto pierwszy ten lepszy. - krzyknął i wybiegł na dwór nie dając mi forów. „O niedoczekanie twoje Malfoy. Ze mną tak nie wygrasz." - warknęłam w myślach i już też byłam na dworze. Ścigaliśmy się długo. Był remis. Zmęczeni wróciliśmy do domu. Następnego dnia, po krótkim pożegnaniu wsiadłam do limuzyny i odjechałam. Wcześniej jeszcze, obiecałam, że kiedyś się odwdzięczę za uratowanie życia. Teraz, siedząc wygodnie w samochodzie, na samą myśl o tym, ciarki mnie przechodzą.

1 komentarze:

Paradox of Donnie pisze...

Oh, so original.
Nie wpadłabym na takie uczłowieczeni Malfoya. Bałabym się wręcz zahaczać wątkiem o jakieś romanase ;3
I dlatego mi się podoba. Jest trochę błędów. Rany, no dobra, sporo. Ale dialogi to masz wyjebane. Takie naturalne. Ładnie, no, ładnie.
No, to teraz się trochę powyżywam. ;3
Potocyzmy trochę rażą w oczy. Jest ich za dużo. To narracja pierwszoosobowa, toteż można przymknąć oko, ale bez przesadyzmu. Można je zastąpić, serio. ;]
"całe dotychczasowe życie stanęło mi w oczach. Stanęłam oko w oko" <- powtórzenie. I to takie straszne, ble fuj i takie tam.
"więc zaniechałam tego na krótką chwilę. Potem znów, ale ponownie zabolało niemiłosiernie." <- to brzmi tak, jakby znowu zaniechała czegoś, a nie powtarzała próbę.
"Przynajmniej miałabym szybką śmierć. A tak stopniowo zamarzać, to straszna śmierć." <- powtórzenie, nyu~
" [szusanie] Bardzo ostrożne w lekkim świetle." <- wyjaśnij mi proszę, jak się słyszy ostrożność i światło w szusaniu. Napisałaś, że bohaterka słyszy, a nie widzi. ;]
"Jak miło jest ponownie poczuć zapach palonego drzewa w kominku. Gdy się ocknęłam, leżałam w ładnej i czystej pościeli" <- tu wręcz MUSI być akapit. A i tak mi coś dziwnie to brzmi. Jeszcze się nie ocknęła, a już czuje zapachy. Wielokropek jakoś by to uwiarygodnił, wraz z paroma zmianami estetycznymi. Np :
Jak miło jest ponownie poczuć zapach drewna palonego w kominku... (składnie też można by zmienić)
To było moje pierwsze odczucie, gdy się ocknęłam. Leżałam w ładnej, czystej pościeli. And so on. ;]
" tym pytaniem trochę mnie zbił z tropu." <- dosłownie linijkę wyżej też masz że jego pytanie coś tam zrobiło bohaterce. Powtórzenie czyli.
No, to z grubsza tyle.
Nie martw się ilością błędów. Większość zostałaby pewnie wyeliminowana, gdybyś uważniej przeczytała swój tekst. który, nawiasem mówiąc, zły nie jest.
Pozdrawiam :3

Prześlij komentarz

Daj znak zainteresowania i pokaż, że nie jesteś tylko przypadkowym ninja!

Publika

Fall Out Boy

Obsługiwane przez usługę Blogger.