-
Witaj synu - rzekł chrapliwym głosem Czarny Pan. Will milczał. Nie
miał najmniejszej ochoty rozmawiać z nim. W duchu chciał, by to
spotkanie dobiegło już końca. Kiedy dokładniej przyjrzał się
ojcu, zemdliło go trochę. Dziwił się, że ktoś taki jak ta
poczwara, mógł spłodzić dwoje dzieci. Voldemort uśmiechnął się
zaglądając w myśli chłopaka.
-
Będziesz musiał się nauczyć kultury synu - warknął wężowaty i
wycelował w jego stronę różdżkę. - Crucio - krzyknął.
Promień zaklęcia trafił młodego prosto w klatkę piersiową, lecz
ten ku zdziwieniu Voldemorta i innych, nawet się nie skrzywił. Stał
wyprostowany i nadal milczał. Po chwili uśmiechnął się krzywo i
rzekł:
-
Co masz jeszcze w zanadrzu? Jakich zaklęć na mnie użyjesz?
-
Takiś hardy, smarkaczu!! - warknął Czarny Pan.- Evertis!! -
syknął i blado niebieski promień poleciał w stronę Willa. Trafił
tam gdzie Crucio. Chłopak tym razem lekko poczuł moc zaklęcia i
trochę się skulił. Voldemort zły na syna rzucił jeszcze kilka
zaklęć.
-
Jak chcesz pozyskać moją przychylność, skoro rzucasz we mnie
zaklęcia torturujące - prychnął pogardliwie Zalo. - Mi nie zależy
na twojej aprobacie, jak chcesz to rzuć Avadę i zakończmy to
spotkanie - dodał.
-
Nie będzie zaklęcia uśmiercającego, wstąpisz do naszego grona i
będziesz posłusznie wykonywał moje rozkazy - rzucił Czarny Pan.
-
Nie - odpowiedział głośno Ślizgon.
-
Coś ty powiedział?
-
Nie zgadzam się, by wstąpić w szeregi głupców, myślących, że
są wyżej niż inni - odpowiedział Zalo, patrząc hardo w oczy
swego ojca, które zalśniły czerwienią.
-
Nie sprzeciwiaj mi się synu. Nie radzę, a następnym razem będziesz
posłuszny i zachowywał się tak jak przystało na dziedzica
Salazara Slytherina!! Mam zadanie dla ciebie, odnajdziesz siostrę i
razem dołączycie do mnie - rzucił oschle, po czym teleportował
się a reszta podążyła w jego ślady. Na polanie pozostał Severus
i wściekły Will. Mistrz Eliksirów skierował się w stronę
Hogwartu nic nie mówiąc o tym co zaszło. Zalo podążył za nim
krok w krok. Po pewnym czasie znaleźli się w lochach, przy wejściu
do Pokoju Wspólnego Ślizgonów.
-
Posłuchaj mnie uważnie Will, z racji tego, że jesteś jego synem
musisz uważać na siebie. Niektóre osoby nie będą tobie
przychylne i nawet się nie obejrzysz a będziesz martwy. Nie
denerwuj Czarnego Pana, bo będąc w opałach, on jedyny będzie ci
mógł pomóc - syknął Snape. - O siostrę się nie martw, niedługo
ją znajdziemy - dodał z chytrym uśmieszkiem.
-
Nikogo nie muszę słuchać, sam sobie jestem panem - warknął i
odszedł do siebie. "Nie doczekanie wasze, nigdy jej nie
znajdziecie. Już ja się o to postaram" - pomyślał, kładąc
się do łóżka. Nie wiedział, że już za kilka dni po raz
pierwszy ja zobaczy.
***
Tymczasem
w swoim pokoju Vivian przewracała się po raz kolejny na drugi bok.
Nie mogła zasnąć ciągle myśląc nad propozycją Harry'ego.
Chciała im pomóc, więc w tajemnicy napisała do dziadka list.
Tylko czekała teraz na odpowiedź, lecz ona jak na złość nie
nadchodziła. Rozdrażniona bezsennością zeszła do Pokoju
Wspólnego i usiadła naprzeciw dogasającego ognia w kominku. Nagle
usłyszała ciche warknięcie. Zobaczyła swego wilka układającego
się u jej stóp.
-
Nareszcie jesteś - szepnęła zrywając się z miejsca i przytulając
się do zwierzęcia. - Masz dla mnie coś? - zapytała retorycznie.
Faktycznie wilk miał paczuszkę i list. Dziewczyna szybko pozbyła
się koperty i w locie przeczytała treść. Prawie wrzasnęła ze
szczęścia, gdy doczytała do końca. Wyściskała i ucałowała
swego listonosza, i pobiegła do siebie. Rankiem Prefekt Naczelna
zeszła w świetnym humorze, co nie uszło uwadze jej kolegom i
koleżankom.
-
Coś się stało? - zapytała Lavender podchodząc do niej.
-
Nie, dlaczego pytasz? - zdziwiła się Vivian.
-
Jakaś radosna jesteś? A może ten przystojniak Zalo poprosił cię
o chodzenie? - drążyła Brown.
-
Will jest moim przyjacielem - warknęła w odpowiedzi Prefekt
Naczelna. - Harry!! Harry, zaczekaj - pobiegła za chłopakiem i
wziąwszy go pod rękę poprowadziła pod Wielką Salę. - Musimy
porozmawiać. Gdzie Hermiona?
-
Co to za pośpiech? Zaraz tu dojdą z Ginny - odpowiedział
zdezorientowany Potter.
-
Wiem gdzie mogą odbywać się narady Zakonu Feniksa - zaszeptała mu
wprost do ucha. - Mam dwa domy. Jeden po mojej zmarłej babci. Jest
dość duży by was wszystkich pomieścić i jeszcze pozostanie kilka
wolnych pokoi. Potem opiszę ci go. - Chłopak popatrzył na nią
zdziwiony, lecz potem uśmiechnął się i mocno uściskał
dziewczynę. Przechodzący obok nich uczniowie zerkali i zaczęli
szeptać między sobą.
-
Harry, puść mnie, bo wyjdą z tego jakieś niesamowite plotki -
mruknęła Vi. - Zobacz, każdy na nas patrzy - dodała wskazując
kolejną dwójkę uczniów, pospiesznie udających się do Wielkiej
Sali. - Ginny mnie zabije.
-
Dobrze już. Jakoś ją udobrucham - rzekł poklepując koleżankę
po ramieniu. - O wilku mowa - uśmiechnął się na widok rudej
czupryny.
-
Cześć, dlaczego nie poczekałeś na mnie w pokoju wspólnym? -
syknęła Gryfonka w przypływie chwilowej złości, po czym usiadła
obok Pottera i rozejrzała się po sali. Nigdzie nie było Rona, choć
to on razem z Harrym zawsze przychodzili na śniadanie pierwsi. A
teraz czuła, że coś jest nie tak. Brat przestał z nią rozmawiać,
wymigując się zaległymi pracami domowymi, to Quidditchem, to czymś
tam innym. Nawet do Harry'ego zaczął odnosić się z dystansem.
-
Harry nie widziałeś gdzieś Rona? – spytała Ginny. – Od
jakiegoś czasu mnie unika i nie chce nawet rozmawiać, kiedy go
zaczepiam w Pokoju Wspólnym.
-
Do mnie też nie chce się odzywać, jedynie czasem bąknie cześć i
tyle – odparł Harry. – Dziwi mnie to coraz bardziej. Mam
nadzieję, że o nic wielkiego poszło, może obraża się za to, że
więcej czasu chcę tobie poświęcić niż jemu.
-
Zobaczymy – westchnęła Ginny. Nic więcej nie powiedziała,w
bowiem wstał dyrektor i uciszył gwar w całej Sali.
-
Moi drodzy, pragnę wam przekazać pewną informację. Otóż dziś
wieczorem pojawią się reprezentanci innych szkół, którzy będą
brać udział w Turnieju Pięciu Wrót. Pragnę wam przypomnieć
byście przyjęli ich dobrze.
-
I jak? Macie ochotę na ten Turniej? – zapytała Ginny.
-
Ja nie. Mam inne sprawy na głowie – mruknęła Vivian spoglądając
na Willa. – A ty Harry?
-
Nie. Bardziej mnie niepokoi, to że Voldemort rośnie w siłę, a oni
chcą nam serwować takie rozrywki. To jest niedorzeczne – prychnął
i połykając kanapkę wyszedł z Sali.
-
Ginny, ja też muszę już iść, zaraz Eliksiry. A wiesz jaki jest
Snape, kiedy my się spóźniamy – dodała Sith, biorąc tosta w
rękę. Chwilę później była już przed salą, gdzie stał jej
rudy przyjaciel. Nie zauważył jej, więc dziewczyna postanowiła
się do niego podkraść i niespodziewanie przywitać. Skutek tego
był odwrotny, niż zamierzała. Ron tak się na nią obruszył, że
o mało co jej nie uderzył. Jego cios został zablokowany przez
najmniej oczekiwaną osobę. A mianowicie przez Ślizgona o blond
włosach. Popatrzył na rudzielca z nieukrywaną wyższością i
obrzydzeniem.
-
To już nie masz na kim się wyżywać i zabierasz się za
dziewczyny? – prychnął podtrzymując Sith w mocnym uścisku, tak
by nie upadła.
-
A tobie co do tego? Przecież wy, Ślizgoni to nie macie serc, a poza
tym, nie wtrącaj się w nie swoje sprawy, Malfoy, bo może ci się
coś przytrafić – warknął Weasley, dźgając palcem w pierś
Draco.
-
A właśnie, że moja. Nikt nie będzie bił kobiet w mojej obecności
– syknął blondyn. Po chwili pojawili się inni uczniowie.
Ślizgoni przyglądali się całej sytuacji zaciekawieni. Kłótnia
trwała jeszcze jakiś czas, ale do akcji włączył się Zalo.
-
Co się dzieje? Vi czy coś ci się stało? - zapytał z troską w
głosie.
-
Nic. Po prostu mała wymiana zdań między Draco a Ronem - odparła.
-
Co teraz już z drugim się zadajesz? - prychnął pogardliwie rudy.
-
Ty, uważaj żebyś kiedyś w jakimś ciemnym kącie nie leżał -
zaczął Will, lecz nie dane było mu skończyć, gdyż zjawił się
profesor Snape i rozgonił towarzystwo.
-
Co się tu dzieje? - syknął lustrując każdego z osobna. -
Gryffindor traci dziesięć punktów - rzekł oschle i z rozmachem
otworzył drzwi.
-
To niesprawiedliwe - oburzył się Gryfon.
-
Kolejne pięć tracicie. Za twoje zachowanie, Weasley. Myślałeś,
że nic nie słyszałem z waszej wymiany zdań - dodał zasiadając
za swym biurkiem. - A teraz siad na swoje miejsce i radzę tylko
uważnie mnie słuchać, za podważanie moich słów twój dom straci
kolejne punkty.
Wszyscy
w milczeniu słuchali krótkiego wywodu Mistrza Eliksirów. Potem zaś
słuchali wykładu na temat dwóch eliksirów.
-
Draco? Po co ci to było? - zaszeptał Zabini.
-
A co? Coś ci się nie podoba? Po prostu nie jestem chamem - odrzekł
cicho i powrócił myślami do sytuacji sprzed chwili. Popatrzył na
Gryfonów. Wszyscy prócz rudego przepisywali notatki z tablicy.
Jego wzrok spoczął na dłuższą chwilę na pannie Sith.Dzień mijał powoli, ale już bez większych scysji ślizgońsko-gryfońskich. Do kolacji pozostało pół godziny, więc uczniowie byli podekscytowani, że już niedługo poznają uczestników Turnieju.
-
Vivian, możemy porozmawiać? - mruknął Will, stając za plecami
dziewczyny.
-
Jasne. Może się przejdziemy? Błonia są o tej porze opustoszałe -
zaproponowała, przechodząc obok drzwi prowadzących do Wielkiej
Sali. Za nią podążał Ślizgon.
Będąc już na zewnątrz oboje skierowali się do wielkiego dębu, rosnącego blisko jeziora. Siedli na wyczarowanym kocu i oboje milczeli przez chwilę. Will w myślach dobierał słowa, by móc opisać swoje spotkanie.
-
Spotkałem się z nim - wypalił prosto z mostu.
-
I jak było?
-
Okrutnie. Klątwa za klątwą, bo chciałem się mu postawić. Dupek
myśli, że będzie mną rządził - syknął coraz bardziej
zdenerwowany.
-
A myślałeś, że podejdzie i uściska cię - prychnęła Vivian. -
Wybacz za mój ton. Nie powinnam. Po prostu, nie można nie wiedzieć,
jaki z niego drań, skoro już tyle osób zginęło jak nie z jego
ręki, to z jego rozkazu - dodała.
-
Masz rację. Chociaż wiesz, chyba miałem maluteńką nadzieję, że
jakoś inaczej to przebiegnie. Jednak myliłem się – szepnął,
chowając twarz w dłoniach. - A o co poszło z wieprzelejem? - W
momencie postanowił zmienić temat.
-
Hę? Z kim? - roześmiała się nie rozumiejąc o kogo pyta.
-
Och, sorry. Tak nazywamy rudego przyjaciela Pottusia - mruknął
Zalo.
-
Ach tak? O nic - zachichotała. - Po prostu to była moja wina.
Chciałam się z nim przywitać, bo od jakiegoś czasu nas unika, ale
nie wyszło to tak, jak chciałam. Wkurzył się, no i chciał mnie
uderzyć, ale Malfoy wkroczył do akcji, a potem jeszcze ty
dołączyłeś - wyjaśniła ciągle się chichocząc z przezwiska
Weasleya.
-
Ech Vivian, Vivian! Słyszałaś coś? - zapytał nagle, rozglądając
się po Błoniach. Była późna pora wieczorna, a jezioro zafalowało
mocniej.
-
A co? Boisz się? To tylko wiatr - odparła.
-
Nie to coś innego - rzekł wstając i na chwilę nieruchomiejąc. -
Vivian, zdaje się, że mamy gości - dodał patrząc na ciemną toń
wody, w której utworzył się wielki wir, a z niego powoli wyłaniał
się maszt a potem reszta statku.
-
O cholera jasna! To przecież...
-
Nasz znajomy statek. Durmstrang jest tutaj - zakrzyknął Will i
ruszył nad brzeg jeziora. Kiedy trzymasztowiec był już cały na
powierzchni, utworzył się pomost i uczniowie razem z dyrektorem
Durmstrangu zaczęli schodzić na brzeg.- Jakże wspaniale, że to właśnie wy dwoje nas witacie w Hogwarcie - rzekł donośnym basem Karkarov.
- Eee... Zapraszamy do środka - zająknęła dziewczyna. - Will zawiadom profesora Dumbledore'a, że mamy gości - zaszeptała do chłopaka, a po chwili prowadziła nowo przybyłych do Wielkiej Sali.
Kiedy drzwi się otworzyły, nastała cisza. Nikt się nie poruszył ze swego miejsca, wpatrywali się w kandydatów do Turnieju. A ci, zamaszystym krokiem przeszli między stołami i ustawili się w szeregu przed Dumbledorem i zaczęli swój krótki pokaz. Światła w sali pogasły na chwilę. Potem zaczęły zapalać się na fioletowo kolejno świece na stole dla nauczycieli. Następnie w innych miejscach. A płomień stawał się bardziej ruchliwy, jakby sam ożywał.
- Wow, wielkie mi co - prychnęła Granger. Lecz to, co potem ujrzała Gryfonka, zadziwiło ją. Z każdej świecy wyłaniał się innego koloru mały smok i zaczynał latać pod sufitem, czasem atakując jakiegoś siedzącego ucznia, jedynie Vivian i Will nie bali się tych stworzeń. I to do nich one najczęściej lgnęły. Potem wszystko powróciło do poprzedniego stanu. A uczniowie mogli podzielić się swoimi wrażeniami.
- Proszę o ciszę, moi drodzy. Pragnę przywitać pierwszych, z czterech szkół zaproszonych do udziału w Turnieju Pięciu Wrót. Uczniów ze znamienitej szkoły Durmstrang i ich dyrektora, Igora Karkarova - rzekł dobitnie siwobrody czarodziej. Po chwili rozległy się oklaski dla przybyłych.
- Witaj mój drogi – Dumbledore przywitał się z barczystym i wysokim mężczyzną. Po wymianie uprzejmości wrota Wielkiej Sali ponownie się otworzyły. Wzrok każdego chłopaka w sali był tam zwrócony, bowiem na Turniej zjawiły się uczennice francuskiej Akademii Magi Beauxbattons. Przeszły przez środek pomieszczenia wyczarowując kolorowe motyle i kwiaty. Za nimi szła dumnie ich dyrektorka ubrana w długi płaszcz obszyty przy szyi futerkiem. Patrzyła na siedzących uczniów z góry i nawet do niektórych się uśmiechała.
- Ej, Ron, patrz jaka wielka ona jest - Seamus szturchnął rudego w żebra, chichocząc.
- O rany – Ron tylko tyle zdążył wydusić z siebie, kiedy przechodziła obok nich. Dyrektor również przywitał ją serdecznie. Następnie do środka weszła grupa młodych czarodziei i czarownic ubranych w zielonkawe szaty z godłem wielkiego rozłożystego drzewa. Ich przełożony szedł na przedzie, prowadząc swoich najlepszych uczniów na środek sali. Był wysokim mężczyzną o szczupłej budowie ciała. Miał długie, ciemne włosy związane w warkocz, szczupłą nieco bladą twarz, jego ciemne oczy rozglądały się po zebranych i zatrzymały się na dłuższą chwilę na pannie Sith, uśmiechając się lekko pod nosem, po czym szybko odwrócił wzrok w stronę siwobrodego Albusa Dumbledore'a.
- Witaj Albusie, przyjacielu. Cieszę się niezmiernie, że tu odbędzie się Turniej, którego mamy zaszczyt być uczestnikami. Mam nadzieję, że wszyscy będziemy z niego radzi - rzekł basem.
- Miło mi cię ponownie widzieć, Ferim - starszy czarodziej podszedł do przybyłego i uściskał go serdecznie. - Moi drodzy, pragnę wam przedstawić kolejną szkołę biorącą udział w Turnieju. Oto i wychowankowie Szkoły Magii Megiddo. To stara uczelnia, tak jak Hogwart. Przywitajcie ich gorąco - zwrócił się swych młodych adeptów. Ci również zabili brawo po małym pokazie sztuki władania żywiołami. Na koniec przybyli studenci Magicznej Akademii z Salem. Były to dziewczyny w czarnych pelerynach i sukniach. Prowadziła je młodo wyglądająca kobieta, o ciemno blond włosach. Mimo młodego wieku, miała surowy wyraz twarzy i nie uśmiechała się do nikogo. Szła szybkim krokiem, nie zważając na nic. Stanęła przed Albusem i ukłoniła mu się. Przez chwilę wymieniali cicho zdania, po czym dyrektor Hogwartu krótko przedstawił osobę i jej podopieczne. - Pragnę jeszcze raz serdecznie powitać naszych wspaniałych gości w Hogwarcie. Mam nadzieję, że na czas Turnieju nasza szkoła stanie się wam domem i pobyt tutaj będziecie miło wspominać kiedy powrócicie do siebie. Zatem proszę, posilcie się. - rzekłszy to usiadł na swoim miejscu i pochłonął się w rozmowie z przybyłymi.
W Wielkiej Sali zapanowała wrzawa i rozmowy. Każdy jadł to co mu pasowało najbardziej. Ci bardziej odważni, zaczepiali uczniów pochodzących z innych szkół. Ci z chęcią przyłączali się do rozmowy.
- Ej, Vivian? Ktoś się w ciebie natarczywie wpatruje - zaszeptała Ginny, szturchając ją lekko w ramię.
- Gdzie?
- Tam, przy stole Ślizgonów - wskazała na ów stół. Rzeczywiście, na dziewczynę spoglądał pewien czarnowłosy chłopak. Kiedy panna Sith popatrzyła na niego, uśmiechnął się i rozpoznała go. Postanowiła podejść i porozmawiać z nim. Po chwili dziewczyna wstała i udała się do niego, co bardzo jej kolegów zdziwiło.
- A ta gdzie polazła? - prychnął Ron, za oddalającą się Prefekt. - Już ciągnie ją do jakiegoś chłopaka? - dodał z obrzydeniem wymalowanym na twarzy. - Mówię wam, ona się zeszmaciła, jeśli zadaje się ze Ślizgonami. Trzeba będzie na nią uważać. A może to ona wydała Kwaterę Śmierciożercom - ostatnie słowa zaszeptał prosto do ucha Harry'ego. Ten nic na to nie powiedział, zajęty posiłkiem.
- Ron, o co ci chodzi? Dlaczego jesteś tak wrogo nastawiony do Vivian? Przecież nic ci nie zrobiła - prychnęła Ginny w obronie przyjaciółki.
- Ty lepiej bardziej na nią uważaj, bo odbije ci chłopaka - odpowiedział, z półuśmiechem na ustach.
- Co ty mi tu insynuujesz?
- A co? Nie wiesz? Mówią, że dziś obściskiwała się z twoim Potterem - mruknął od niechcenia, obserwując reakcję siostry. Miał wszystkich w głębokim poważaniu, bowiem stał się kimś innym. Kimś kto zaczynał uważać się za lepszego od nich. Nie zważał na nikogo, przestał już być w cieniu Chłopca Który Przeżył.
- Wiem, co było, bo to widziałam. Ron, jesteś jakiś inny. Nie chcesz już z nami rozmawiać, serwujesz mi jakieś marne wymówki i wychodzisz wieczorami gdzieś i późno wracasz. W co ty się znowu wpakowałeś? - dociekała młoda Weasley.
- Zajmij się swoimi sprawami - warknął rozeźlony i szybko wstając, wyszedł z sali.
- Co go ugryzło? - zdziwiła się zachowaniem brata dziewczyna. Była zmartwiona jego postawą. Nieraz płakała w ramię Hermiony z tego powodu. Żaliła się jej.
- Vivian mówiła mi wczoraj, że ma jakieś wiadomości. Że chodzi właśnie o Rona - zaszeptała brązowowłosa Gryfonka. - Właśnie sobie przypomniałam, że prosiła mnie byśmy się spotkali w Pokoju Życzeń, dziś o północy. Ron ma o niczym nie wiedzieć - dodała konspiracyjnie. Potter i ruda pokiwali głowami w milczeniu i zajęli się posiłkiem.
W tym czasie Vivian Sith szła w kierunku nowo przybyłych gości, by powitać starych znajomych.
- Hej, Grego - przywitała się z jednym z Durmstrangu. On wstał i uściskał ją mocno. Inni poklepywali ją po ramieniu.
- Hej, nasza księżniczko - witali się kolejno.
- Jak się tutaj sprawujesz? - zagadnął Grego. - A gdzie Will?
- A siedzi obok Zabiniego. Mam go zawołać?
- A, czemu by nie.
- Okej - odpowiedziała i poszła po przyjaciela. - Hej, Will, chodź do nas. Grego i reszta chcą się przywitać. Ślizgoni popatrzyli na dziewczynę zdziwieni. Will wstał i udał się za Gryfonką w stronę starych kolegów. Po uściśnięciu dłoni, usiadł między nimi i razem opowiadali sobie co do tej pory robili, z tym, że pominął fakt bycia synem Voldemorta. Po kolacji wszyscy udali się do swoich dormitoriów. Późną nocą trójka Gryfonów, ukryta pod peleryną niewidką szła cicho, klucząc korytarzami na spotkanie z przyjaciółką. Każde z nich miało mieszane uczucia, ale ciekawi byli co takiego odkryła Prefekt Naczelna, że prosiła o dyskrecję.
***
Oto i kolejny rozdział po długiej nieobecności. Nie napiszę, że jest doskonały. Może trochę naciągany, bo pisany z przerwami. Ale myślę, że się spodoba. Piszcie w komentarzach oceny i o błędach, jeśli coś wyłapiecie.
3 komentarze:
Hejo :). Miło, że mój powrót kogoś zmobilizował do pisania :). Osobiście też nie lubię zostawiać niedokończonych spraw, chociaż czasem też mi się to zdarza - na przykład z moim blogiem ( hmm 2 lata przerwy to sporo :D ) No dobra ale nie o tym miałam pisać. Fajny rozdział, ciekawe gdzie chciała się z nimi spotkać Vivian ( bo to ona jest prefekt naczelną, nie? Jak nie to przepraszam za pomyłkę ale tak wywnioskowałam z całości ) no i w jakim celu. Interesuje mnie relacja Malfoy - Vivian coś tam czuć między nimi :)
pozdro i pisz szybko kolejny rozdział
Angie :)
Angie, tak Vivian jest Prefektem Naczelnym razem z Malfoyem. Była o tym mowa w którymś z poprzednich rozdziałów. Jeśli chcesz odświeżyć sobie całą historię, to zajrzyj na stronę: Rozdziały mojej historii, tam znajdziesz wszystkie dotychczasowe części.
Miło mi, że zajrzałaś i skomentowałaś. No i piszę już kolejną część.
Prześlij komentarz
Daj znak zainteresowania i pokaż, że nie jesteś tylko przypadkowym ninja!