Dziś bez cytatu. Nie mogłam znaleźć odpowiedniego.
***
Kilka dni wcześniej, w obskurnym pokoju hotelowym...
- Ależ moja droga... - przemówiła drżącym głosem kobieta. - Nie ujawniaj się. To zbyt niebezpieczne dla ciebie jak i dla nich. I za wcześnie. Wiesz, że on ma wszędzie swych szpiegów. Gdy się dowie, gdzie się ukrywasz, to złapie i wtedy już mu nie uciekniesz - starała się przekonać rozmówczynię, w duchu jednak śmiejąc się z niej.
- Muszę, Saro. Muszę ich zobaczyć. Nie mogę dłużej czekać. Co, jeśli on ich prędzej znajdzie i co najgorsze, zwerbuje jako swych popleczników? Znam jego metody. Tak im namiesza w głowach, że ślepo będą wykonywali jego polecenia. Staną się mordercami, takimi jak on. Wiesz czym to grozi? - szeptała gorączkowo. - Idę. Proszę, oddaj ten liścik mojemu synowi. Osobiście, w Hogsmeade - podała zwitek pergaminu i wyszła z hotelu. Powoli zapadał już zmrok. Kobieta szczelniej otuliła się szalem i z cichym pyknięciem aportowała się. Sara stała jeszcze jakiś czas w oknie, wpatrując się w noc. " Wszystko idzie zgodnie z planem " - pomyślała i po chwili również zniknęła.
***
- Siadajcie. Mam dla was misję. Dziś wieczorem, pod podanym na pergaminie adresem, pojawi się młody czarodziej i wprowadzi was do kwatery głównej Zakonu Feniksa. Jeśli kogoś tam zastaniecie, macie go przyprowadzić do mnie żywego - rzekł stojąc tyłem do nich.
- Panie, a kim jest ten czarodziej? - zapytała podekscytowana Bella.
- Niedługo się dowiecie, bowiem zaraz powinien się tu zjawić - syknął. - Nott wyjdź po niego - dodał siadając na swym miejscu. Niedługo potem w drzwiach stanęli Śmierciożerca i młody, skulony chłopak. Miał na sobie czarną szatę a głowę i twarz przesłaniał duży kaptur.
- Podejdź tu - warknął Voldemort. - I zdejmij kaptur - dodał. Chłopak wykonał niepewnie polecenia. W sali zapanowała cisza. Nikt nie ośmielił się nawet westchnąć. - Zatem zdecydowałeś się przyłączyć się do mnie - stwierdził przenikliwie patrząc na niego. - Dobrze więc, jesteś z bliższego grona znajomych Harryego Pottera, więc będziesz go obserwował. Dziś dowiemy się, czy jesteś godzien do nas dołączyć. Jeśli jednak zawiedziesz, spotka cię śmierć. Teraz możesz już wracać do szkoły. Wy też, moi śmierciożercy, możecie odejść - syknął i zebrani powstając, ukłonili się nisko i wyszli. Lord Voldemort pozostał sam. Nagle pojawienie się kogoś przerwało mu rozmyślania. Już chciał rzucić Avadę, gdy z mroku wyłoniła się kobieca postać.
- Saro, znalazłaś ją? - zapytał chowając różdżkę do kieszeni szaty.
- Tak, panie. Wszystko już gotowe - szepnęła kłaniając się mu.
- Dobrze. Gdzie będzie?
- W Hogsmeade. Chce spotkać się z synem.
- Wspaniale, dobrze się spisałaś. Masz tam być - i ją również odprawił. We dworze nie było już nikogo. " Teraz pozostało spotkanie z Wilhelmem" - pomyślał i aportował się.
Dzień chylił się już ku końcowi, gdy na ulicy Grimmauld Place zjawiły się zakapturzone postacie. Był wśród nich młody, który miał im pomóc w dostaniu się do siedziby Zakonu. Czuł się strasznie i bał się. Lecz ponaglony przez resztę, szybkim krokiem znalazł się przed domami z numerami jedenaście i trzynaście. Wiedział, że numer dwunasty jest ukryty zaklęciem. Wyszeptał formułkę, którą podsłuchał podczas rozmowy Harryego z Dumbledorem. Domy zaczęły się rozsuwać i między nimi ukazał się obskurny z zewnątrz budynek. Śmierciożercy szybko weszli przez furtkę i wepchnęli przed drzwi młodego. Ten po cichu je otworzył i wszedł do środka a za nim reszta. Gdy uporali się z zabezpieczeniami, zostali rozdzieleni przez kilku z Zakonu Feniksa. Zaczęła się walka. Zaklęcia latały po całym domu, demolując go i niszcząc. Po ob stronach byli ranni, lecz i tak śmierciożercy mieli przewagę i po upływie kilkunastu minut złapali kobietę.
- Ratujcie się!!! - wykrzyknęła w stronę przyjaciół. Na trzymających ją mężczyzn rzucił się Remus Lupin, jednak dostał zaklęciem obezwładniającym i padł u jej stóp.
- Lupin, Czarny Pan się ucieszy - warknęła mu do ucha Bellatrix. Gdy wyszli ze zniszczonego domu, jeden z nich rzucił "morsmordre" i nad ulicą pojawiła się czaszka z wężem wychodzącym z jej ust.
***
Lekcje minęły dość szybko i nawet obyło się bez uszczerbków na zdrowiu. Powoli wszyscy zaczęli schodzić się na kolację do Wielkiej Sali. W środku siedziało już jednak troje Gryfonów i gorączkowo szeptali, co chwila szarpiąc Prorokiem Codziennym.
- Jak oni mogą tak pisać - oburzyła się Hermiona, po raz kolejny czytając artykuł poświęcony zajściu na ulicy Grimmauld Place dwanaście. - To nie żadna banda to zrobiła.
- My wiemy i Ministerstwo też. Tyle, że Minister obawia się Zakonu Feniksa i traktuje go jako wroga. Owszem, kwatera główna została zaatakowana przez śmierciożerców. Zastanawia mnie to, jak oni się tam dostali - szepnął Harry.
- Ktoś musiał im w tym pomóc. Mamy wśród nas szpiega - dodała Hermiona przyciszonym głosem.
- Nie wiecie, przecież to Snape! - warknął poirytowany Ron. - To on przecież biega na te ich zebrania.
- Ron, masz na to jakieś dowody? - zapytała dziewczyna. - Poza tym Dumbledore mu ufa i Snape był w szkole, gdy to się stało.
- Ty go jeszcze bronisz Hermiono?! - krzyknął rudy. - Nie spodziewałem się tego po tobie - dodał, wstając od stołu. Po chwili minął Vivian, szturchając ją w ramię i zniknął za drzwiami. Dziewczyna podeszła do dwójki kolegów i usiadła obok Hermiony.
- Co mu się stało? - zapytała
- Ma swoje humorki - odrzekła drżącym głosem brązowowłosa.
- Oj, Hermi, nie przejmuj się tym. Przejdzie mu - pocieszała ją.
- Vi, mam pewną sprawę. Możemy liczyć na twoją dyskrecję? - zagadnął Harry.
- Oczywiście. Słucham - mruknęła.
- Chodzi o Zakon Feniksa - zaczął ściszonym głosem, co chwila rozglądając się, czy nikt ich nie podsłuchuje. - Nasza kwatera została wykryta przez śmierciożerców. Potrzebujemy twojej pomocy. Szukamy jakiegoś cichego miejsca na spotkania.
- A pokój życzeń? - przerwała mu Sith.
- Proponowałem to już Dumbledorowi, lecz jest nas sporo i nie możemy tu, bo ministerstwo zaczęłoby węszyć.
- To jak ja mam wam pomóc?
- Może znasz jakieś dobre miejsce? - zapytał chłopak z nadzieją.
- A Zakon walczy ze śmierciożercami czy jest tak jak piszą w Proroku? - wypaliła Vivian.
- To co Prorok publikuje to stek bzdur i kłamstw - syknęła Hermiona.
- Okej, zobaczę co da się zrobić. Być może mam jedno miejsce. Muszę tylko coś sprawdzić i jutro dam znać, dobrze? - odparła.
- Jasne. Dziękujemy - szepnęli razem Hermiona i Harry. Kolacja dobiegła końca i wszyscy wolnym krokiem zaczęli odchodzić do swoich dormitoriów.
- Zalo! Przygotuj się na spotkanie - syknął Mistrz Eliksirów, pojawiając się za chłopakiem niczym duch, gdy byli sami na korytarzu. Ten tylko skinął głową i poszedł do siebie. Będąc już w pokoju wspólnym udał przed kolegami, że jest zmęczony i wchodząc do swego pokoju, zamknął zaklęciem drzwi. Po chwili rzucił się na łóżko i zakrył twarz dłońmi. Wiedział, że nie może pokazać talizmanów swemu ojcu. Skąd? Miał takie przeczucie, że gdyby Voldemort je zobaczył, to zechciałby je wykorzystać. Jego myśli zeszły na inny tor. Zastanawiał się jak może wyglądać jego siostra i matka. Kiedy je będzie mógł zobaczyć. Sam nie wiedział co wtedy zrobi, czy będzie się cieszył, czy złościł. Do spotkania z ojcem zostało mu dość sporo czasu. Tak więc, postanowił się trochę przygotować. Gdy nadszedł czas, wyszedł na korytarz, gdzie czekał na niego już Snape. Po chwili obaj skierowali się do wyjścia z zamku. Przeszli przez błonia, otuleni w czarne peleryny i weszli do zakazanego lasu. Szli dość szybko w milczeniu. Po krótkim przedzieraniu się przez krzaki weszli na niewielką polanę, gdzie czekali na nich Voldemort i jego poplecznicy.
***
A tu teraz tak sobie zakończę. Co się zdarzy podczas tego spotkania, dowiecie się w kolejnej notce.
2 komentarze:
Witam Panią :3
Pozwolę sobie zacząć od błędów, co by inni mieli lekturę idealną. A co.
"z cichym pyknięciem aportowała się" -> Hahahah. Już teraz na zawsze ta kobieta będzie kojarzyć mi się z psem xD
" pomyślał i aportował się." -> Kuźwa. Nawet z Voldzia chcesz psa zrobić ?! Jakby już nim nie był duchowo...
No a reszta.. Brawurowo. Pojechałaś po bandzie i napisałaś naprawdę niezły tekst, znacznie się poprawiłaś od ostatniego posta. Fabuła idzie jak burza, no nic tylko gratulować.
Chciałam Cię też pochwalić za nowy wygląd bloga. Od razu się klimatyczniej robi.
No więc trzymam kciuki, co by wena dopisała i czekam kontynuacji.
Pozdrawiam~!
Sorry, że wcześniej nie komentowałam, ale wogóle nie wchodziłam do netu i dopiero przed chwilą zauważyłam wpis.
Tak ogólnie, to dość ciekawy błędów nie widzę jak zwykle;)
Angie
Prześlij komentarz
Daj znak zainteresowania i pokaż, że nie jesteś tylko przypadkowym ninja!