wtorek, 28 września 2010

Rozdział czwarty - Wybuchowe Eliksiry

Każdy wie, że jeśli chodzi o Eliksiry, to nic nie jest powiedziane, że odbędą się one bez jakichś większych komplikacji. Niestety, już na pierwszej lekcji byłam świadkiem nieudolności Pottera i jego rudego kolegi. Jak wcześniej pisałam byliśmy podzieleni na dwuosobowe grupy. Na początku nic nie zapowiadało kataklizmu. Lecz ten objawił się nagle i niepostrzeżenie. Zaskoczył nawet samego Mistrzunia swą siłą i niewyobrażalnymi skutkami. A było to tak:
Gdy już nas Snape porozdzielał i na tablicy pojawił się przepis warzenia Eliksiru Wiecznej Radości, zapanowało milczenie. Każdy skupił się na swoim kociołku. Kątem oka zauważyłam łzy w oczach Hermiony. Ten k***s jak zwykle ją poniżał. Oberwie mu się, bo zdążyłam polubić naszą mądrą główkę. Już nie nazywałam jej mądralińską. Zawsze miałyśmy temat do omówienia. Nawet zdradziła mi, że zaczęła chodzić z Ronem. Ja bym na jej miejscu poszukała sobie innego, bo i po co tracić czas na taką łajzę, jakim jest Weasley. Ale to jej wybór. Dobra zaczęłam zmieniać temat.
Wracamy do Eliksirów.
Kiedy pracowaliśmy nad naszymi napojami, Severus siedział za biurkiem coś pisząc. Co i raz łypał w naszą stronę, sprawdzając czy wszyscy pracują. Czas chyba zwolnił swoje tempo a wskazówki od niechcenia przesuwały się po tarczy, lekko wybijając rytm.
- Pamiętajcie, że macie tylko godzinę na uwarzenie tego Eliksiru - syknął profesor, nawet nie racząc nas spojrzeniem. Po tych słowach Harry i Ron zbledli. Coś mi się zdaje, że nie bardzo im to wychodziło. Bez pomocy Hermiony, to była dla nich istna udręka. Szczególnie dla Weasleya. Siedział z Draco Jestem-Wszech-Panem-Czystokrwistym Malfoyem. Widziałam, jak nieraz ten Ślizgon szydził z rudego. Niewiele mnie to obchodziło. Musiałam co i raz besztać Nota za nieudolne warzenie. Krajałam właśnie jakiś korzonek, gdy z kociołka grup Potter-Longbottom i Weasley-Malfoy zaczął wydobywać się czarny dym, drażniący nos i oczy. Po chwili obydwa eliksiry zaczęły niebezpiecznie bulgotać i tworzyć wielkie zgniłozielone bańki, które, gdy pękały, wydzielały okropny smród. Snape widząc co się dzieje, zareagował natychmiastowo, lecz były to spóźnione ruchy. Nastąpiły dwa ogłuszające wybuchy. Zawartości kociołków rozbryznęły się po całej sali, tworząc bomby zapalne dla reszty eliksirów. Ci, którzy stali najbliżej dwóch zapalnych kociołków mieli najwięcej obrażeń. JA zdążyłam ukryć się pod ławką, ale i tak dosięgnęło mi ręki. Co to był za ból gdy zetknął się ze skórą. Większość uczniów była w opłakanym stanie. Hermiona miała jakieś bąble na twarzy i rękach. Nevill stracił włosy na głowie (około 70%), Potter miał rudo-niebieską brodę i nos jak bulwiasty kartofel. Malfoy i Weasley oberwali rykoszetem z trzech kociołków, więc nawet nie napiszę co im się stało. Not dostał długich i spiczastych uszu i zamiast nosa wyrósł mu haczykowaty korzeń. W duchu śmiałam się z niego, sam sobie winien. Severus też nie był w lepszym stanie. Z włosów zrobiło mu się afro i dostał różowych piegów na twarzy. Jakże był wściekły tego nikt nie powie. Po prostu kipiał ze złości. Piegi pod tym przypływem emocji, zaczęły zmieniać kolor. Teraz były jadowicie pomarańczowe.
- CO TO DO LICHA SIĘ DZIEJE!!! NATYCHMIAST MARSZ DO SKRZYDŁA SZPITALNEGO!!! DOWIEM SIĘ KTO ZAWINIŁ!!! - wrzeszczał wściekle Snape a piegi utworzyły już tęczę. Cała sala wypełniała się jękami i śmiechami niektórych najmniej poszkodowanych.
- Panie profesorze, to wina Weasleya - syknął Malfoy skręcając się z bólu, gdy był już w drzwiach. Snape zaczął jakoś ogarniać zniszczenia, gdy do sali weszła profesor McGonnagall, widząc oddalających się uczniów.
- Na Boga, co się tu stało? Severusie? - sypnęła pytaniami bardzo zaskoczona tym, co zastała w sali.
- Kociołek któregoś ucznia wybuchł. A to wyniki jego zawartości. - syknął widząc rozbawioną i zmieszaną jednocześnie minę zastępcy dyrektora.
- Może przysłać Poppy.
- Nie, nie trzeba - odrzekł mrucząc zaklęcia, by choć trochę poprawić swój wygląd.
- W takim razie muszę odwołać większość zajęć na dzień dzisiejszy szóstej klasy - rzekła jakby do siebie, jeszcze raz omiatając spojrzeniem klasę. Kiedy wyszła Severus padł na krzesło trzymając się za głowę. Musiał się uspokoić, by dojść do jakiegoś ładu w umyśle. I na twarzy.
W tym czasie, w Skrzydle Szpitalnym pielęgniarka chodziła od łóżka do łóżka podając uczniom przeróżne Eliksiry. Jedne o neutralnym smaku i zapachu, inne tak śmierdzące, że prawie można było zwymiotować. Mnie dała maść uśmierzającą ból i świąd po oparzeniu. Hermiona nie miała za ciekawie. Te bąble co miała, pękały i wydzielały jakąś dziwną maź. Widziałam jak cierpi. Reszta tylko pojękiwała i przeklinała Eliksiry.
- Co będzie z Hermioną, pani Pomfrey? - zapytałam gdy bandażowała mi dłoń.
- Mam nadzieję, że po tej dawce środków przeciwbólowych i leczących rany będzie jej się polepszało. Oczywiście zostanie tu na dłużej. Co tak właściwie się stało?
- Któryś z kociołków wybuchł tak, że spowodował zapłon innych. Po kolei zaczęły wybuchać inne, tyle że nie z takim impetem, jak ten pierwszy. A może były dwa wybuchy, nie wiem tego. - odparłam. - Mogę już iść do siebie?
- Tak, masz tylko poparzoną prawą rękę. Smaruj tą maścią, to nie będzie tak boleć i przyspieszy ona gojenie. A mam jeszcze jedno pytanie.
- Czemu tylko ręka, chciała się pani dowiedzieć? - uprzedziłam ją. - Schowałam się pod ławkę. - odrzekłam stojąc w drzwiach. Po chwili zniknęłam jej z oczu. Jeszcze tego samego dnia profesor McGonnagall odwołała nasze zajęcia i na dzień następny. Nie mając nic do roboty, przebrawszy się w czystsze ubrania poszłam na Błonia. Słońce jeszcze miło grzało w twarz. Uczniowie też korzystali z tego jak mogli. Usiadłam pod dębem i zagłębiłam się w książce, którą dał mi Severus. Nie liczyłam minut upływających mi na lekturze. Gdy ściemniło się na tyle że nie widziałam literek, wstałam i wróciłam do zamku. Przez zaczytanie straciłam obiad. "Hm, dobrze, że jest jeszcze kolacja" - pomyślałam lekko się uśmiechając. Postanowiłam na drugi dzień odwiedzić i sprawdzić jak czuje się Hermiona. Wiedziałam, że musi to być wina Rudzielca lub Pottera.

1 komentarze:

Paradox of Donnie pisze...

Dobra, błędów wypisywać nie będę , bo jakoś dużo ich nie ma.
Ale żeby nie było za różowo, to tych genialnych rzeczy też nie ma. Mogę za to powiedzieć, że Vi jest naprawdę dobrze zrobioną bohaterką ;]

Prześlij komentarz

Daj znak zainteresowania i pokaż, że nie jesteś tylko przypadkowym ninja!

Publika

Fall Out Boy

Obsługiwane przez usługę Blogger.