Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapomniały jak latać.
Autor nieznany
***
W ciągu następnych kilku dni lekcje wróciły do normy. W Skrzydle Szpitalnym pozostała tylko trójka pacjentów. Hermiona Granger, Ron Weasley i Draco Malfoy. Harry Potter, z racji tego, że szybko powrócił do dawnej formy, został wypisany dzień wcześniej. Ich przyjaciele przychodzili do nich przynosząc lekcje i nowe wieści.
- Hej, Hermi!! Jak się czujesz? - zapytała troskliwie Ginny.
- Jakoś leci. Nudzę się tu - jęknęła Gryfonka patrząc na łóżko Rona. - Twój brat tak chrapie, że umarłego by wybudził - dodała, na co Ginny ledwo powstrzymała się od głośnego śmiechu.
- Mam go zbudzić? - odparła ruda.
- Nie. Mi i tak nie chce się spać. A gdzie zgubiliście Vi? Miała przyjść.
- Musiała iść do dyrektora, bo dwoje uczniów się do nas przeniosło i ona ma się nimi zająć - rzekł Harry przysiadając w nogach Rona. Rozmowa im się jakoś nie bardzo kleiła i po chwili oboje pożegnali Hermionę i wyszli. Po chwili pojawiła się Pomfrey z tacką pełną eliksirów i płynną czekoladą w filiżankach. Najpierw zajęła się Granger, która beż oporów wypiła wszystko co jej podawała pielęgniarka. Dwóm chłopcom musiała wcisnąć na siłę leki i poddenerwowana udała się do siebie. Troje pacjentów siedziało w milczeniu, zajęci własnymi myślami. Tak minęło im jeszcze dwa dni i w końcu byli wolni od przytłaczającej bieli szpitala. W Pokoju Wspólnym Gryffindoru każdy z szóstego roku witał Rona i Hermionę jakby byli bohaterami. Nikt nie cierpiał przebywać choćby godziny w Skrzydle Szpitalnym. Zaś Draco Malfoya przywitała Pansy Parkinson uwieszając się na nim niczym na wieszaku. Wściekły chłopak po paru minutach walki z nią, wyzwolił się i podszedł pod kominek, siadając ciężko na fotelu. Zabini go zauważył i przysiadł się na kanapie obok.
- Draco, coś taki wkurzony? - zapytał podnosząc lekko lewą brew.
- Parkinson, jeszcze trochę a oberwie w gębę za wszystko - warknął nie parząc na kumpla. Nie miał ochoty na suche pogaduszki. - Idę do siebie - dodał wstając z fotela.
- Czekaj, muszę ci kogoś przedstawić - rzekł zatrzymując go w połowie drogi. Pomachał do dwójki Ślizgonów gestem przywołującym. - Draco, to są Kate Zefira i Will Zalo. Przenieśli się do nas z Durmstrangu.
- Cześć, Draco! - przywitali się z uśmiechem.
- Cześć. Sorry, ale nie jestem w nastroju na jakiekolwiek rozmówki - odparł oschle odwracając się do nich plecami.
- A może poszedłbyś z nami pościgać się na Stadionie? - zaproponował Will. - Blaise mówił, że jesteś najszybszy z szóstego rocznika - dodał chytrze uśmiechając się. Draco tego nie mógł przepuścić. Wyzwań to on się nie bał. Spokojnie otaksował Ślizgona, oceniając jego możliwości i po chwili zgodził się.We czwórkę wyszli na korytarz i skierowali się do wyjścia. Po krótkim spacerze, śmiejąc się z dwóch Gryfonów, których napotkali przy Sali Wejściowej, doszli na Stadion.
- Hej, Hermi!! Jak się czujesz? - zapytała troskliwie Ginny.
- Jakoś leci. Nudzę się tu - jęknęła Gryfonka patrząc na łóżko Rona. - Twój brat tak chrapie, że umarłego by wybudził - dodała, na co Ginny ledwo powstrzymała się od głośnego śmiechu.
- Mam go zbudzić? - odparła ruda.
- Nie. Mi i tak nie chce się spać. A gdzie zgubiliście Vi? Miała przyjść.
- Musiała iść do dyrektora, bo dwoje uczniów się do nas przeniosło i ona ma się nimi zająć - rzekł Harry przysiadając w nogach Rona. Rozmowa im się jakoś nie bardzo kleiła i po chwili oboje pożegnali Hermionę i wyszli. Po chwili pojawiła się Pomfrey z tacką pełną eliksirów i płynną czekoladą w filiżankach. Najpierw zajęła się Granger, która beż oporów wypiła wszystko co jej podawała pielęgniarka. Dwóm chłopcom musiała wcisnąć na siłę leki i poddenerwowana udała się do siebie. Troje pacjentów siedziało w milczeniu, zajęci własnymi myślami. Tak minęło im jeszcze dwa dni i w końcu byli wolni od przytłaczającej bieli szpitala. W Pokoju Wspólnym Gryffindoru każdy z szóstego roku witał Rona i Hermionę jakby byli bohaterami. Nikt nie cierpiał przebywać choćby godziny w Skrzydle Szpitalnym. Zaś Draco Malfoya przywitała Pansy Parkinson uwieszając się na nim niczym na wieszaku. Wściekły chłopak po paru minutach walki z nią, wyzwolił się i podszedł pod kominek, siadając ciężko na fotelu. Zabini go zauważył i przysiadł się na kanapie obok.
- Draco, coś taki wkurzony? - zapytał podnosząc lekko lewą brew.
- Parkinson, jeszcze trochę a oberwie w gębę za wszystko - warknął nie parząc na kumpla. Nie miał ochoty na suche pogaduszki. - Idę do siebie - dodał wstając z fotela.
- Czekaj, muszę ci kogoś przedstawić - rzekł zatrzymując go w połowie drogi. Pomachał do dwójki Ślizgonów gestem przywołującym. - Draco, to są Kate Zefira i Will Zalo. Przenieśli się do nas z Durmstrangu.
- Cześć, Draco! - przywitali się z uśmiechem.
- Cześć. Sorry, ale nie jestem w nastroju na jakiekolwiek rozmówki - odparł oschle odwracając się do nich plecami.
- A może poszedłbyś z nami pościgać się na Stadionie? - zaproponował Will. - Blaise mówił, że jesteś najszybszy z szóstego rocznika - dodał chytrze uśmiechając się. Draco tego nie mógł przepuścić. Wyzwań to on się nie bał. Spokojnie otaksował Ślizgona, oceniając jego możliwości i po chwili zgodził się.We czwórkę wyszli na korytarz i skierowali się do wyjścia. Po krótkim spacerze, śmiejąc się z dwóch Gryfonów, których napotkali przy Sali Wejściowej, doszli na Stadion.
- No, robi wrażenie - rzekł Will rozglądając się wokoło.
- A coś myślał, że tu, w Hogwarcie, gramy na jakimś placyku - zironizował Blaise, na co Kate uśmiechnęła się. Po chwili dziewczyna zauważyła kogoś siedzącego na trybunach. Postanowiła sprawdzić kto to. W miarę zbliżania się do owej osoby, uśmiech stawał się szerszy.
- A kogo ja tu widzę - zachichotała przysiadając obok przyjaciółki.
- Kate, co wy tu robicie? - zapytała Vivian odwzajemniając uśmiech.
- A tak sobie, Will chce się pościgać z Malfoyem.
- Ciekawe. Mam nadzieję, że Zwodnik mu pokaże gdzie raki zimują. Malfoy to pyszałkowaty bachor - syknęła patrząc w stronę chłopców.
- Znasz blondyna? - zdziwiła się nieco. - Ja go zapoznałam kilkanaście minut temu i to samo mogę o nim stwierdzić. Gdy się ze Zwodnikiem zakładali, Malfoy popatrzył na niego jak na ślimaka.
- A może się przyłączymy, co? - zaproponowała Sith.
- Okej, i tak nie mam nic takiego do roboty - odparła i razem z Gryfonką podeszły do chłopaków. Ci, już gotowi, siedzieli na miotłach. Zabini dał ręką znak by startowali i obaj wznieśli się w górę. Najpierw powoli zatoczyli koło, lecz później lecieli coraz szybciej. Z początku lecieli łeb w łeb, ale po kilku minutach Will wychylił się i przejął prowadzenie i wygrał wyścig.
- Dobry jesteś Will - pochwalił chłopaka lądując na murawie.
- Wiem - rzekł machając do Vivian. - Hej, i co powiesz? - zapytał podchodząc do niej.
- Jesteś w formie, ale i tak mnie nie prześcigniesz - żachnęła Gryfonka z uśmiechem.
- Dobra, dobra. Nie przechwalaj się tak. Idziemy do Wielkiej Sali, zgłodniałem przez to - odparł Will zadowolony z przebiegu zakładu. Pozbierali swoje rzeczy i ruszyli do zamku.
Tymczasem w jednej rezydencji bogatych czysto-krwistych czarodziei trwała tajne spotkanie. Zebrani ukryli swe twarze pod maskami i czarnymi kapturami. Czekali na coś. Po kolejnych wybitych, przez zegar wiszący w salonie, minutach w drzwiach zjawiła się wysoka i chuda postać. Wyglądała mizernie, ale to były tylko mylne pozory. Oni o tym wiedzieli i bali się go. Przywitali go niskim ukłonem i gdy usiadł na swym miejscu, rozpoczęła się narada.
- Czy już wszystko przygotowane? - syknął zanim ktoś się odezwał.
- Tak panie. - odezwał się zamaskowany czarodziej siedzący po jego lewej stronie.
- Severusie, czy Will dotarł już do Hogwartu? - spytał nie patrząc na Snape'a.
- Tak panie. Został przydzielony do Slytherinu.
- Dobrze, wyjaśnisz mu jego zadanie. Koniec narady. Rozejść się - syknął. - Severusie, pozostań tu jeszcze - rozkazał. Nastała cisza przeszywana świszczącym oddechem Czarnego Pana. Snape zastygł w pionowej pozie. Czarny Pan stojący tyłem do niego zapatrzył się w kominek.
- Jest sprawa odnośnie pewnej dziewczyny i Wilhelma Zalo. Wiesz co mam na myśli? - rzekł Voldemort.
- Tak - odparł sucho Mistrz Eliksirów.
- Dobrze, powiesz mu wszystko, lecz jeszcze nie teraz. Muszę mieć pewność co do córki, że ją znaleźliście - syknął wpatrując się przeszywająco w swego sługę.
- Ze wspomnienia twej żony panie, wynika jedno. To ona. Została porwana przez Zakon i umieszczona w rodzinie, która współpracuje z nimi.
- Sprawdź jeszcze to, czy ma znamię - rozkazał Voldemort. - Możesz odejść. Jeśli będzie je miała, przekażesz im obojgu prawdę. Żegnam. Severus wyszedł kłaniając się Czarnemu Panu i na zewnątrz budynku aportował się do Zakazanego Lasu. Musiał działać szybko i po cichu. "Jak ja mam to sprawdzić?" - zastanawiał się coraz bardziej poirytowany. Na Błoniach zaczęła wpływać mgła, unosząca się nad jeziorem. Słońce prawie schowało się za horyzont, kiedy Snape zjawił się pod bramą Hogwartu. Od razu skierował się do swego gabinetu, by odpocząć. Nie miał ochoty na spotkanie się z dyrektorem. Postanowił, że zda Dumbledorowi relacje ze spotkania następnego dnia po obiedzie. Oczywiście nie zamierzał powiedzieć o tym, że Lord Voldemort kogoś szuka.
c.d.n.
***
Przerwę teraz w tym momencie. Następna notka powinna ukazać się za około trzy, cztery dni.
Zapraszam do komentowania.
Może piszę trochę chaotycznie, ale w końcu styl kiedyś się wyklaruje. Pozdrawiam Angie i Nikę. Notka właśnie dla was.
7 komentarze:
Myślę że dodanie poprzednich rozdziałów nie byłoby głupie. Prosiłabym, z wp mam na pieńku. ;3
Dziękuję za pozdrowienia i rozdiał. Spodobał mi się. Nawet błędów jako takich nie znalazłam. A czy dobrze zrozumiałam - Voldemort ma żonę, czy coś mi się pomyliło?
Nika :*
Okej, da się to zrobić. A co do żony Voldzia to się wyjaśni niedługo, Nika.
Acha...
Hm... Co ja chciałam? O, już wiem. Napisałam wiersz, który można przeczytać na riddiculusns.bloog.pl Zapraszam ;)
Jej, spełniłaś moją prośbę!
No dobra, to ja zabieram się do czytania.
Domo arigatou za komentarze i takie tam ;3
Skoro chciałaś od początku czytać to czemu miałabym ci tego nie umożliwić.
Wp też mnie zaczęła wkurzać tymi ciągłymi reklamami a tu przynajmniej wszystko jest klarowne.
"przysiadając w nogach Rona." <- ja mam dziwne skojarzenia. Jeśli już się przysiada koniecznie w nogach, to musi być 'się' no i wartałoby wspomnieć że chodzi o łóżko a nie Rona ;D
" Wyglądała mizernie, ale to były tylko mylne pozory. [...] i bali się go" <- mówisz o postaci, TEJ postaci w rodzaju męskim. To nie jest okej~
No i tyle tych poważnych błędów. Reszta to przecinki i inne dupne sprawy.
Wql zastanawiam się, jak Voldzio może mieć żonę (i prawdopodobnie dziecko) skoro on nie umie kochać? Jakie to to pokrętne.
No, czekam na następny rozdział.
Bardzo przyjemnie się czyta.
Pozdrawiam~
Prześlij komentarz
Daj znak zainteresowania i pokaż, że nie jesteś tylko przypadkowym ninja!